środa, 27 listopada 2013

Ups!!! Suprise!!! Był dół i go nie ma...

Aloha!!!
Mój życiowy dół już minął...odszedł w niepamięć...i to za sprawą pewnej sytuacji :D Dawno się tak nie uśmiałam. A w dodatku przypomniał mi się PMS. Okazało się, że cały ten mój dół i załamanie nerwowe było spowodowane faktem wyżej wymienionego stanu. Dawno już się z nim nie spotkałam. W sumie to od września poprzedniego roku. Totalnie zapomniałam wtedy  się czuje kobieta. To stąd brały się wszystkie moje zachcianki. Na przykład ostatnio pochłonęłam pół czekoladowego tortu, którego moja mam przywiozła z Koszałkowa. Albo fakt, że Pan X działał na mnie jak płachta na byka. Wszystko się wyjaśniło dzisiaj :). Nagle moje zmartwienia przestały być tak olbrzymie. Problemy skurczyły się do rozmiarów mróweczek. Teraz tylko brzuch boli. Kolejne uczucie, do którego trzeba na nowo przywyknąć. Wcale nie należy do najprzyjemniejszych. Dobrze, że chociaż w domu został jeden tampon. Sama nie wiem jak to się stało bo od paru miesięcy nic podobnego nie kupowałam. Myślę, że to mój anioł stróż od tamponów ułatwił mi znalezienie tego magicznego "korka".
Ostatnio nie miałam za dobrego humoru, a wczorajszy tekst był jego odzwierciedleniem. Moje samopoczucie można było określić w 3 słowach...depresja depresja depresja. Serio, nawet się zastanawiałam nad kupieniem jakieś ziółek na poprawienie nastroju. Zostałam powstrzymana przed tym szalonym pomysłem. Po mojej wczorajszej publikacji. Znajoma z Singapuru postanowiła mi pomóc. Dała radę, żebym założyła zeszyt w którym będę zapisywać rzeczy za które jestem wdzięczna. Ona i jej koleżanki z Korei takie prowadzą i podobno pomaga. Ułatwia przypominanie sobie, że nawet w najgorszych chwilach dzieją się rzeczy dobre i mamy za co być wdzięczni. Gdy świat stara się nas dobić zapominamy o tym co miłego nas spotkało. Dopiero gdy usiądziemy i na spokojnie się zastanowimy nad całością sytuacji okazuje się, że nie zawsze jest bez wyjścia. Czasami wystarczy tylko spojrzeć na nią z innej perspektywy. Można spróbować odwrócić uwagę. Ja zaczęłam sprzątać. W mojej magicznej książce o prostocie życia, podstawą prawidłowego funkcjonowania jest porządek w okół siebie. Zakasłam rękawy i wzięłam się do roboty. Poukładam wszystkie zalegające ubrania, odkurzyłam, umyłam podłogi, starłam kurze, umyłam łazienkę i kuchnię. Dom przestał przypominać śmietnisko. Pomogło...nagle poczułam, że mogę oddychać swobodniej. Tego mi brakowało porządku. Ostatni czas był tak zwariowany, że wszystko zaczynało się zlewać w jedno. Wiem już skąd brał się ten pulsujący ból głowy. Teraz po małej metamorfozie wszystko wygląda lepiej. Najważniejsze, że ja się czuję lepiej. Wieczorem usiałam i zaczęłam tworzyć listę rzeczy za które jestem wdzięczna. Jest ich naprawdę sporo. Nie zdawałam sobie sprawy jaką ja jestem szczęściarą. Każdemu polecam tą metodę. Może w najbardziej czarnej chwili taka lista pomoże.

Ps.
Zajrzyjcie na ostatni filmik Coco przeprasza, że zjadała pół kwiatka...;]
Pierwsze zdjęcie to widok z okna mojego salonu...u nas na Końcu Świata już zima pełną parą.
Mój własny notes do zapisywania  spraw i rzeczy, za które jestem wdzięczna :) Kolorowany ekologicznymi kredkami Bambino :D zostały mi jeszcze z pracy...;)
Bąbel ... "tato chyba coś grubszego dzieje się w mojej pieluszce"
Co robi mama i Pączek kiedy siedzą razem w domu...nudzą się i robią zdjęcia..."Big Eyes photo shoot"

Ja chcę takie ubranko na kubek!!!
 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz