Moje pozytywne nastawienie do życia wisi na włosku. Dlaczego?! Bo do "jasnej anielki" ostatnio praktycznie nie śpię. Dlaczego?! Ponieważ Królik ubarwia mi życie swoimi nocnymi harcami. Stwierdził, że zabawa w dzień jest dla cieniasów i że tylko prawdziwi mężczyźni umieją balować do rana :]. Tak więc o 22:00 idzie spać, po czym godzina 24:00 pobudka. Po porostu..."super". I tak do 5-6 rano...hell yeah!!! To już prawie 4 noc z rzędu. Czuję się, zmęczona, rozdrażniona i nic mnie nie cieszy. W dodatku mój brak snu odbija się nie korzystnie na treningach. Mylą mi się ćwiczenia, kroki i ilość powtórzeń. Nie dobrze... sama się gubię...Dzisiaj wszystko mi z rąk leciało. Najlepsze jest to, że zaczęłam obijać się o ściany dosłownie. Sama nie wiem jak funkcjonuję. Pan X stara się mi pomóc, jednak moje zmęczenie osiągnęło poziom "niemożności snu". Nie wiem czy kiedyś coś takiego czuliście. Nie mogę zasnąć...niby mam zamknięte oczy, ale wszystko słyszę...Koszmar...Znacie może jakiś sposób na swego rodzaju "insomnie"?
A przy okazji. W zdjęciach poniżej jest zapowiedź jutrzejszego posta :D









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz