Mini wspomnienie z wakacji...spacer i 24 st ciepła...:D
Aloha!!!
Wczoraj mój dzień zakończył się około 22:00. Od godziny 16:00 miałam trening ;D. Wykończyłam się na max'a. Dawno już mnie tak wszystko nie bolało. Ale to pozytywny ból, taki, który daje kopa do dalszej pracy. Są chwile słabości szczególnie jak wracam do domu już nic mi się nie chce. A tu czeka na mnie jeszcze mały trucht z moimi psiakami. Ale wtedy zadaję sobie pytanie...Czy naprawdę chcę osiągnąć perfekcję?...Patrzę na zdjęcie, na którym mam dodatkowe 10 kg i powtarzam sobie...Nigdy więcej nie będę tą osobą. Chcę być szczęśliwa, a ruch daje mi szczęście...jest częścią mojego życia. Kiedyś myślałam, że posiadanie płaskiego brzucha jest nie możliwe, że widoczne mięśnie skośne występują tylko u mężczyzn...ale czy ja nie mogła bym tego osiągnąć? A tu proszę...5 miesięcy po porodzie, brzucho płaskie i zaczynają się pokazywać "skosy". Da się?! Da się!!!! Wszystko jednak zależy od tego czy dalej wytrwam w moich treningach...a jest co raz ciężej. Robi się, zimno więc bieganie już nie jest takie przyjemne. Czasami słucham osób, które mówią..."po co?"..."na co ci to?"..."przecież dobrze wyglądasz?"..." ooo...mała Lady Fitness" (przezwisko wymyślone przez mojego tatę :D...pozdrawiam :D)...Jak to po co?! Dla siebie!!! Ruch to ja...wysiłek to ja... Pamiętam jak dzisiaj, że kiedyś dobiegałam ostatnia na metę w szkole...czułam, że to nie jest to na co mnie stać...ale brakowało mi wytrwałości. Myślałam, że po prostu nie umiem biegać i nigdy się nie nauczę. Wystarczyło jednak poświecić trochę czasu na pokonanie swoich uprzedzeń i wstydu. Był ból, pot i łzy... Ale było warto...teraz czuję się fenomenalnie!!! Wczorajszy trening zaliczam do listy "Najlepszych w życiu".
Ha...!!! Kiedy wróciłam do domu spotkała mnie niespodzianka!!! Przyszła paczką z książkami o Enderze!!! Tak Nareszcie mam co czytać...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz