sobota, 2 listopada 2013

"Must Have" Tej zimy... czyli moje bestselery na mroźne czasy...




Aloha!!!
Postanowiłam podzielić się z wami moimi pomysłami na zimę. Oczywiście chodzi o nowe  ciuszki :D Osoby, które znają mnie osobiście, doskonale wiedzą, że w mojej szafie panuje przede wszystkim wygoda...Jestem trenerem więc większą cześć moich ciuchów stanowią dresy, t-shirty oraz over-size'owe bluzy. Przed ciążą uwielbiałam chodzić w obcasach. Teraz jednak z faktu zamieszkania na Końcu Świata wśród błota, zostałam zmuszona do noszenia bardziej wygodnego obuwia. W naszej wsi, królują  głównie kaloszki. Sama posiadam parę ślicznych kraciastych, różowych firmy Heavy Duty. Jeśli ktoś będzie inwestował w tego typu budy polecam z całego serca. Nie zawiodłam się...są solidnie wykonane, nie gną się w kostkach przy marszu (kto musi chodzić w kaloszach wie o co mi chodzi). Mam już je z 4 lata i nadal wyglądają jak nowe. Jednak cały czas marzę o prawdziwych czarnych Hunter'ach...(Tak mam świra na punkcie butów). Ale w zimie przecież w kaloszkach w kółko nie da się chodzić. Sama w zimie noszę tzw. EMU. Śniegowce towarzyszą mi już 8 lat. Od pierwszej chwili gdy je ubrałam nie zmieniłam ich na żadne inne. Aktualnie mam już 3 parę (jak na  8 lat intensywnego użytkowania to całkiem dobry wynik). Polecam tą firmę, nie miałam możliwości zakupienia UGG czy UKALA więc nie jestem w stanie powiedzieć czy są równie wygodne. Z tego co zdołam wywnioskować z opowieści koleżanek, które są właścicielkami wyżej wymienionych śniegowców są równie fenomenalne. Sama posiadam szarą parę...wcześniej miałam 2 razy z rzędu beżowe:). Jeśli nie mamy możliwości zakupienia oryginalnych butków...nic nie szkodzi. Można kupić podobne za 30-60 zł w zwykłych sieciówkach lub marketach. Warto jednak wtedy zainwestować w płyn impregnujący, chroniący przed przemakaniem. W tym roku nie będę inwestować w jakieś cudaczne ciuszki...nie ma takiej potrzeby... Moim wyznacznikiem jest wygoda i uniwersalność. W jednej z moich ulubionych książek pt. "Sztuka prosty" podkreśla się znaczenie ubioru jako wewnętrznego spokoju. Według filozofii zen na jakiej autorka opiera swoje podejście do życia nie musimy posiadać wielu rzeczy żeby mieć swój styl. Liczy się jakość tych ubrań i ponad czasowość. Przez ubiór możemy wyrazić to jak się czujemy i nie potrzeba do tego dużo pieniędzy. Poniżej wkleiłam parę zdjęć ubrań na które zamierzam polować w tym sezonie. 90 % z nich pochodzi ze sklepu Sinsay http://www.sin-say.com/pl/pl/ i Zara.  Do moich ulubionych ciuszków należą przed wszystkim ocieplane czarne getry. Bez nich ani rusz na śnieg. Nie rozstaje się również z czarnym kominem na szyję...nigdy nie mogłam sobie poradzić z wiązaniem tradycyjnego szalika. Dlatego odkąd na stałe w naszych szafach zagościła ich wygodniejsza wersja odetchnęłam z ulgą...w końcu nie będę chorować. Nawet moja torebka ma również swoją zimową wersję. Jakieś 2 lata temu zakupiłam w River Island puchatą miejską torebkę. Od tamtego czasu gdy tylko termometr wskazuje temperaturę poniżej zera moja "włochata" towarzyszka zostaje wyciągnięta z szafy. Nie tylko służy jako miejsce do składowania portfela, telefonu czy paragonów. Działa niczym kocyk w zimne dni... Już nie raz ocieplała mi nogi gdy siedziałam w autobusie czy tramwaju. Co do czapek zawsze byłam przeciwnikiem...w tym roku jednak znalazłam dla siebie alternatywę...szara zwykła czapka. Nic wyszukanego, a jednak czysta wygoda i ponadczasowość. W tym roku zamierzam zakupić czarną błyszczącą, puchową kurtkę. Będzie ona zamiennikiem dla mojego błękitnego puchatego płaszcza. Na nasze wiejskie tereny będzie odpowiednia.
Nie uważam się za osobę, która zna się na modzie to jednak, mam nadzieję, że moje pomysły spodobały się wam i może kogoś zainspirowały do własnych połączeń...














Brak komentarzy:

Prześlij komentarz