środa, 13 listopada 2013

My Morning Routine...




Aloha!!!
Dzisiaj podzielę się z wami moimi porannymi nawykami. Każdy z nas ma jakieś rytuały, które musi z rańca wykonać. Podobno takie zachowania nie są do końca zdrowe. Ja jednak mam ściśle ustaloną sekwencję porannych czynności, których nie lubię zmieniać.

Mój dzień rozpoczynam od powiedzenia "dzień dobry" do małego Pączka. Śpi tuż obok w swoim łóżeczku, więc jedyne co muszę zrobić to stoczyć się na prawo i gotowe.  Z reguły mój mały synek wymaga zmiany pieluszki, więc naszym kolejnym przystankiem jest przewiak, gdzie dokonuje się jego poranna toaleta. Później maleństwo ląduje na moim wielkim łóżku i czeka na mnie, aż ubiorę się w swój ulubiony domowy strój czyli legginsy i oversize t-shirt. Przy okazji z pod przykrycia wyłazi się Coco. Ona pierwsza domaga się wyjścia na spacer. Musi jednak poczekać...Maluch i jak idziemy razem do dużego pokoju, gdzie spokojnie mogę go położyć w kojcu. Tu tak spokojny i bezpieczny potrafi się bawić nawet godzinę. Dzięki czemu mam czas na narzucenie na siebie mojej czarnej kurtki (widzieliście ją w poprzednich postach), ubranie kaloszy i zawołanie moich czworonogów na ich poranną toaletę. Jack'o wstaje jako ostatni...zawsze próbuje udawać, że go nie ma i muszę leniucha siłą ściągać z łóżka. Poranny spacer trwa, krótko bo maluch zostaje sam na górze, więc szybko wracamy do domu. Teraz pewnie myślicie, że jestem wyrodną matką, zostawiając tak Kluskę w domu. Próbowałam zabierać go ze sobą na ten mały jogging, jednak za nim ubrałam siebie i jego, psy nie wyrabiały i mój korytarz stawał się ich notoryczną toaletą. Mały okazał się jednak na tyle łaskawy, że daje nam 5 min na otwarcie drzwi wejściowych i chwilowy marsz po naszym ogródku. Psy nauczyły się szybko dokonywać pełnego "kompletu" więc nie muszę go zostawiać na długo. Po powrocie z "biegania" szybko idę na górę, żeby zobaczyć czy przypadkiem Pączek się nie rozpłakał. Najczęściej jednak jest pochłonięty gryzieniem jakiejś zabawki. Jeśli wszystko jest w porządku mogę iść się umyć. Co rano biorę, szybki prysznic i myję zęby. Makijażu nie nakładam od razu, najczęściej chodzę po domu "sou te"  jak najdłużej się da. Śniadanie zawsze zjadamy wszyscy razem. Psy dostają swoje saszetki z mięsnymi kąskami. Ja sadzam Malucha w jego foteliku, a sama siadam obok na dywanie. Zawsze piję czarną kawę w mojej ulubionej filiżance. Dostałam ją od znajomej ze szkoły rodzenia. Do tego zawsze zjadam serek waniliowy. Razem całą ekipom oglądamy poranny program w tv i bawimy się...Do porannych rytuałów zaliczam również dzienną porcję jogi. Ostatnio odkryłam wersję dla dzieci. Razem z maluszkiem ćwiczmy jakieś 20 min :) Dzięki temu, Królik szybko zasypia. A ja mam czas na ułożenie włosów i makijaż...Tak mniej więcej wygląda nasz poranek. Musi być usystematyzowany, ponieważ dzieci już od małego lubią mieć pewien harmonogram dnia. A jak mija wasz poranek??






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz