niedziela, 21 lipca 2013

Dżungla pod domem i Ja...czyli zakładanie trawnika dla opornych ;)



Aloha!!! Ostatnio nie mogę narzekać na mojego Pana X. Okazało się, że nasze spięcia minęły. Czy bezpowrotnie? Raczej wątpię, bo co by było gdyby ludzie czasami się nie pokłócili. Po prostu nastała by stagnacja i nie docenialibyśmy tych dobrych momentów. Po za tym zawsze istnieje jeden niezawodny sposób godzenia się jeśli wiecie co mam na myśli. Zaczyna się na literkę S...a kończy na X...hihihi....Tak czy siak...Pan X stał się bardziej pomocny. Wiem...że mu kadzę, a facetom nie powinno się mówić takich rzeczy bo się rozpuszczają. To jednak muszę go pochwalić bo w końcu zaczął być tatą pełną parą ;). Tak tak...odkrył, że Królik nie jest już taki ciężki w obsłudze i nawet potrafi być zabawny i sympatyczny. Potrafi nawet się z nim pobawić. Przez zabawę rozumiemy tu wspólne siedzenie i patrzenie się na obrotową karuzelę od cioci Marty ;). Dzięki temu mam więcej czasu dla siebie i sen, którego mi tak bardzo brakuje. Jednak że ilość mojego wolnego czasu uległa "abgrejdowi". Hym...tylko jak go wykorzystać?! Tak...wpadłam na genialny pomysł i zajęłam się grzebaniem ogródku. Słowo "ogród" jest tu zdecydowanie nad wyraz, na razie przypomina on bagno z gliniastą glebą pełną chwastów. To właśnie owa Dżungla z peżu i bliżej nieokreślonego zielska skłoniła mnie do działania...tym bardziej, że zarosło tak, że nie ma gdzie parkować.Wiem...ja o ogród?! Kto mnie mnie zna doskonale wie, że jestem typową dziewczyną z miasta. Nie mam zielonego pojęci o tym jak się zakłada ogród i panicznie boję się wszelkiego robactwa. Swoją przygodę rozpoczęłam od odwiedzenia sklepu ogrodniczego. W końcu, trzeba mieć czym grzebać w tej ziemi. Powiem wam, że nie była jeszcze w tak magicznym miejscu. W koło rozpościerały się doniczki z kwiatami i różnego rodzaju krzewami, które widziałam pierwszy raz w życiu. W dziale z ziołami pachniało tak cudownie, aż Pan X musiał siłą wyrywać mi doniczki z kolejnym sadzonkami. Podstawą było jednak odnaleźć dział z literaturą. Cóż specem nie jestem więc, chciałam znaleźć książkę pt. " Zakładanie ogrodu. Poradnik dla opornych". Po przejrzeniu wszystkiego nie udało nam się odnaleźć przewodnika. Postanowiliśmy improwizować... No bo kurka...przecież każdy wie co potrzebne jest do założenia ogrodu. Ta...jak zwykle się przeliczyłam...Po pierwsze chcieliśmy kupić łopatę do przekopania tego czegoś pod naszym domem. Docelowo wylądowaliśmy z łopatą do kopania dołów. Tak moi drodzy...okazało się, że istnieje wile odmian łopat. I najwidoczniej kopanie dołów czy przekopywanie ogródka wymaga specyficznego nachylenia szpadla i odpowiedniego kształtu trzonka ;) W przypadku grabi również popełniliśmy mały błąd... ponieważ kupiliśmy grabie do zagarniania liści a nie grabienia ziemi...Tak wiec objuczeni zupełnie niepotrzebnym sprzętem, trawą w kartonie i  jakimś magicznym specyfikiem do porostu traw opuściliśmy sklepik "Mój mały ogródeczek". Po przyjeździe do domu pełni zapału zabraliśmy się do pracy.  Według instrukcji mojej teściowej ( na potrzeby bloga będę ją nazywać Pani Mama X), aby założyć trawnik należy:
1. Wyrwać wszystkie chwasty
2. Przekopać ziemię
3. Zagrabić ziemię
4. Posiać trawę, czyt. rozrzucić ziarenka
5. Podlać jeszcze nieistniejący trawnik
6. Udeptać jeszcze nieistniejący trawnik (lub przejechać specjalnym walcem, którego Pan X kategorycznie nie chciał kupić tłumacząc, że nie będzie trzymał takiego grzmota na strychu bo jeszcze nam przez sufit na głowy spadnie;)) 


Instrukcja całkiem jasna i klarowna. Z radością przeszliśmy do realizacji każdego punku. Ta...już na samym wstępie nastąpiła pewna modyfikacja. Okazało się, że nasza Dżungla ma na tyle mocne korzenie, że wymagała najpierw przekopania a później usuwania paskudztw z ziemi. Lekko spanikowani tą zmianą zaczęliśmy wyniszczać kolejne połacie zielska. Chwaściory jednak łatwo się nie poddawały, kto by przypuszczał, że taka mała roślinka będzie miała gigantyczne korzenie. Masakra...W połowie roboty byłam już cała w ziemi a moje balerinki pokrywała gruba warstwa błocka i gliny. Ta...jako rasowy ogrodnik wybrałam się w balerinkach do przekopania ziemi. Pan X cały czas klął pod nosem bo owa łopata naprawdę nie nadawała się do pracy, którą wykonywał. Cały czas ślizgała się po glinie i trzeba było specjalnie się wyginać, żeby wbić ją w ziemię. Tak więc obrazek utytłanej blondynki w balerinkach grzebiącej w ziemi plus taniec "świętego Wita" ze szpadlem mojego mężczyzny przyciągną całkiem sporą publiczność z sąsiednich domków. Wszyscy radośnie komentowali nasze poczynania, rzucając co jakiś czas "bezcenne rady" pt. "Panie to nie ten szpadel do tego co pan robi" lub "Ja to bym inaczej trzymał ten trzonek". W tym czasie pod brzozą w naszym ogrodzie  utworzył się mini szczyt górski składający się z zielska i kamieni, którego królem został Mój yorki Jack. Radośnie merdając ogonkiem zasiadł na szczycie i nie zamierzał opuszczać swoich włości. Przy okazji nikogo do nich  nie dopuszczał. Jak tylko się zbliżaliśmy przeraźliwie szczekał i próbował podgryzać kostki w obronie swojej zdobyczy;).No nic...Niestrudzeni w swoich bojach jakoś dokonaliśmy cudu i przeszliśmy do realizacji punktu 3., czyli zagrabić ziemię. Tu jednak musiałam opuścić Pana X bo mały Królik wstał i domagał się uwagi. Słysząc jednak coraz głośniejsze uwagi sąsiadów, na pewno nie było mu łatwo z grabiami do liści. Jednak efekt końcowy realizacji planu założenia trawnika przeszedł moje oczekiwania ;) Tak więc pierwszy raz w życiu założyliśmy wspólnymi siłami malutkie poletko trawy. Może to nie jest duży wyczyn dla niektórych ale dla nas to sporo. Jack za nic nie chciał wrócić do domu i domagał się wystawienia misek na podwórko ;)

Aaa... Poniżej krótka sesja z wypadu z moją SIS do Sopotu. Odwiedziłyśmy "Zatokę Sztuki"...fenomenalne miejsce:D Polecam wszystkim, a szczególnie tym z wózkami jeśli mają ochotę zobaczyć plażę. Właściciele postarali się o drewniane podesty, które prowadzą w głąb plaży i spokojnie można przejechać po nich wózkiem z Maleństwem. Jak dla mnie Cytrynowo-Kokosowy soothi pobił wszystkie inne koktajle na głowę...naprawdę pycha:D  






 Pychotka :D....Polecam...smothi truskawkowy i orzeźwiający pomarańczowo-ananasowy z nutką...malin 
 Nie mogłam się powstrzymać...czy to spojrzenie nie jest przez słodkie :D

 Boys of my life...:D LoVe you...








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz