Oj kochani...ostatnio nie miałam czasu na nic...człowiek zapomina jak to jest kiedy się imprezuje...Tak dobrze przeczytaliście IMPREZUJE!!! Okazało się, że mój mały synek bardzo lubi przebywać wśród ludzi. A już najlepiej mu się wtedy śpi;). Ostatnio przespał 7 godzin, kiedy odwiedzaliśmy sąsiadów na grillu. Dzięki temu, że Pan X ma urlop tacierzyński plan był taki, żeby trochę odpocząć. Jak to zwykle bywa w życiu...pany planami a życie życiem. Przez ostatni tydzień nie było dnia żebym byłam sama z Królikiem czy z Panem X. Non Stop ktoś u nas siedział. A jak nie było gości to walczyłam z chwastami na moim jeszcze nie wyrośniętym pseudo trawniku. Grill za grillem...opijanie narodzin małego Stworka (ja oczywiście na trzeźwo z Ice Tea w kieliszku) i oczywiście Chrzest(ale to wymaga osobnego posta). Nie to żebym narzekała ale czasami potrzeba chwilki na odpoczynek. No i znalazłam ją...dzisiaj i to ponad 300 kilometrów od domu. Aktualnie znajduję się pod Ostrołęką jakieś 120 kilometrów od Warszawy w mieścinie o nazwie Kadzidło. Mój kochany Pan X pochodzi z oryginalnego i jedynego w swoim rodzaju Kurpiowskiego miasteczka. Pamiętam, że jak przyjechałam tu pierwszy raz byłam przerażona małymi rozmiarami "osady" i brakiem miejsca do napicia się porządnej kawy. Jest tu praktycznie tylko jedna droga i jak człowiek obróci się w jedną stronę to widzi jeden koniec, obróci się w drugą i widzi drugi koniec. Kolejnym szokiem był fakt, że połowa wsi to rodzina mojego mężulka. Kiedy wybraliśmy się w odwiedziny to wychodząc o 10 rano wróciliśmy ok 18 do domu (a wcale nie siedzieliśmy długo w gościach). Powiem wam, że chyba nadal nie poznałam całej rodzinki, a większość myli mi się. Ilość kuzynów od różnych cioć przerasta racjonalne pojmowanie tego określenia. Każdy tutaj jest naprawdę miły a cała miejscowość jest urokliwa. He...i ma jeden ważny plus...Wszędzie jest blisko i można wszędzie iść na piechotę. Po paru przyjazdach odkryłam wiele miejsc gdzie można naprawdę przyjemnie spędzić czas. Nawet mają tu miejscówkę, żeby wypić pyszne Cafe Late. Moim ulubionym miejscem jest, kawiarnia i restauracja w jednym. Można tu napić się wyżej wymienionej kawy i zjeść pyszną pizzę. O dziwo, nawet doważą ją do domu!!!(Przynajmniej długo się nie czeka...zawsze jest ciepła, a kierowca nie traci dużo paliwa :) eko;)) Stało się to takim naszym małym zwyczajem, gdy przyjeżdżamy do teściów to zawsze idziemy na hawajską pizzę do "Impresji". Teściowa trochę burczy, że tyle jedzenia w domu. To jednak pizza zawsze musi być. Mama Pana X ma naprawdę cudowny ogród gdzie jest stawik z wodospadem i rybkami. Wczoraj jak dotarliśmy na miejsce moje dwa małe psy wskoczyły do niego i z radością wykonały parę imponujących kółek. Sama z chęciom bym tam wskoczyła po całych 5 godzinach jazdy w metalowej puszce. Powstrzymał mnie jedynie fakt, że jak bym wskoczyła to cała woda uległa by natychmiastowej ewakuacji ;) Jeszcze mam parę kilogramów do stracenia. Jednak na stałe nie mogła bym tu mieszkać...za daleko do morza i wody...jako rasowy wodnik nie potrafię długo wysiedzieć w miejscu gdzie nie ma blisko kąpielisk. Dość ważnym powodem jest również bliskość teściów...lubię ich i naprawdę doceniam to co robią dla nas. To jednak zbyt bliskie mieszkanie zarówno przy jednych jak i drugich rodzicach to ZŁO. Dzisiaj postaram się wrzucić zdjęcia z wizyty w krainie kurpiów. Może, komuś z was się spodoba i odwiedzicie to nieznane miejsce. Dla zachęty dodam, że będzie parę miejsc gdzie mój kochany Pan X bił się sztachetkami ;)...taka z niego zadziora była...
Made my Day:
Przyszła paczka jeszcze przed wyjazdem....Łiiiii!!! Nareszcie....:D
W czasie podróży dzieci się nudzą...;)
Gorąco!!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz