Kolejny dzień treningu. Tak jak mogłam się spodziewać 3 dzień diety i ćwiczeń jest najtrudniejszy. Na sali treningowej myślałam, że wyzionę ducha. Nie ma to jak tzw. "Kryzys trzeciego dnia". Jak pracowałam jako poganiacz grubasów po plaży (najprzyjemniejsza robota jaką miałam) trzeciego dnia turnusu zawsze było najmniej ludzi na treningach :D. Koszmar...prawie płuca wyplułam. Ale efekty są mam już 1 kg za sobą. Daje mi to motywację do dalszej pracy nad sobą;D. Czyli kolejny mały kroczek do perfekcji. Dieta idzie całkiem dobrze. Chociaż ciężko mi zrezygnować z lodów. Ograniczyłam ich ilość, nie potrafię sobie ich odmówić. Przynoszą mi ulgę, szczególnie teraz jak jest tak gorąco. Inne słodycze odeszły w niepamięć...tęsknie patrzyłam dzisiaj na herbatniki. Ledwo się powstrzymałam...ech...ciężko się oduczyć jadania cukru. To zupełnie jak narkotyk...teraz jestem na odwyku. Chociaż lody to takie małe oszustwo ;)...ale czasami można sobie pozwolić na chwilkę zapomnienia.
Trochę zdjęć znalezionych w sieci, które mnie zauroczyły i sprawiły mój dzień weselszym:D

.jpg)










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz