czwartek, 8 sierpnia 2013

Trening...trening...trening!? ile jeszcze do końca....??


Tak...umieram...powiem prawdę moje pierwsze podejście do odchudzania spaliło na panewce. Dzisiaj podjęłam kolejny raz wyzwanie. No i pierwszy trening za mną godzina bieżni, spiningu, brzuchów, przysiadów i rozciągania. Cóż...kupiony karnet na siłownię teraz trzeba chodzić, żeby nie stracić wejść ;) Od początku zaczęłam stosować dietę i jak na razie idzie całkiem dobrze. Ale jak to się mówi najgorszy jest trzeci dzień...Ostatnio moja wola była za słaba. Teraz musi być inaczej...




Ta










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz