O tak...dzisiaj spędziłam czas tak jak najbardziej ostatnio lubię :D Czyli...zakupy...!!! Wiem, że przed wczoraj wyszłam ze szpitala, ale niestety jak się urządza dom to zawsze jest mnóstwo spraw do załatwienia. Co prawda można by kogoś wynająć od dekorowania wnętrza. Jednak po obejrzeniu mieszkania byłego chłopaka mojej Siostry, nic nie zastąpi własnych pomysłów i decyzji. Po prostu połowa z rzeczy wybranych przez architekta wnętrz okazała się po prostu mało praktyczna i nie trwała. Na przykład po 3 miesiącach użytkowania prawie wszystkie designer'skie klamki od drzwi odpadły. Przy okazji okazało się, że każda kosztowała po 1000 zł i takich w 3 City nie ma. Sama oczywiście chciałam też mieć coś super, ale dzięki bogom mój Pan X powstrzymał mnie przed zakupieniem zlewu całego ze szkła i podświetlanego od środka. Cudo... nawet nie potrzeba by było dodatkowego oświetlenia w łazience...taa...jego mina wyrażała jednak pewne obawy. Zadał mi tylko jedno pytanie..."a jak wymienimy w nim świetlówki jak się zepsują??" . To przekonało mnie, że wywalanie na zlew 3000 zł nie ma sensu, nawet nie umiałam bym go naprawić...a co by było jak by się zapchał?! Sądzę, że zwykły hydraulik by tu nie wystarczył. Nawiązując tu do popsutych rur i sprzętu AGD...w nocy lało tak strasznie, że ku mojej porannej radości wybił mi kibelek pozostawiając zawartość osiedlowych rur na mojej dopiero co umytej podłodze. Wchodząc do łazienki podskoczyłam jak oparzona potrącając gołą stopą coś co kiedyś musiało być hamburgerem. Pięknie! Człowiek sobie rano wstaje mażąc o porannym prysznicu, a tu spotyka DNA twoich sąsiadów na własnej terakocie ;]. To jak szybko do siebie doszłam o godzinie 6 rano należało by wpisać do księgi rekordów. Zmuszona od zaprzepaszczenia swojego dobrego humoru i imienia powoli usunęłam fekalia. W połowie to już nie była misja sprzątająca lecz ratunkowa. Dzięki bogom za domestos...mam nadzieję, że zabił wszystkie pozostałości całego osiedla. Poniosłam jednak pewne straty, odpadł mi akrylowy paznokieć. Najwidoczniej środki czyszczące również działają na manicure. Poza rozdziewiczoną łazienką, moja zmywarka również oberwała przez ulewę. Postanowiła się zepsuć, wybierając akurat rodzinny zjazd za najodpowiedniejszy moment. Dzięki temu zmywając naczynia po całej rodzinie odpadł mi drugi paznokieć. Okazało się, że akryl również nie jest odporny na płyn do zmywania. Ech...Po po pokonaniu przeszkód sanitarnych, razem z moją Mamą i siostrą udałyśmy się na poszukiwania żyrandoli i wszelkiego rodzaju żarówek. Matko...człowiek sobie nie zdaje sprawy z ilości rodzajów żarówek. W jednym ze znanych budowlanych sklepów był aż wie alejki wielkości małego boiska. Dobrze, że mój brzuch jest już widoczny...dzięki temu pomocni pracownic pojawiali się jak z pod ziemi. Nie obyło się jednak bez zgrzytów. Prawie 3 godziny szukałam, czegoś co pasowało by do salonu. Oczywiście, jak to bywa kiedy czegoś bardzo potrzebujesz, nic ci się nie podoba... Znalazłam kompletnie nic co by mi się podobało. Zdegustowana ruszyłam do kasy z tym co udało się upolować. Przy kasie jednak, pozytywne nastawienie do ciężarówek znikło. Gruba kobieta siedząca za ladą stwierdziła, że poruszam się za wolno i cytuję "skaranie boskie z tymi brzuchatymi". Ja doskonale rozumiem, że nie jest torpedą w ruchu ulicznym, ale kobieta mogła by sobie darować takie uwagi. Zrobiło mi się przykro i jak to bywa z moimi hormonami fala bezsilnej furii i upokorzenia zalała mi oczy, kasjerka tylko przewróciła oczami bąkając coś pod nosem. Moją mamę musiała trzymać siostra, żeby kobiecie oczu nie wydrapać. Przy pomocy moich towarzyszek zbierałam swoje graty, starając się zachować ludzką godność, tak bezpośrednio zbrukaną przez podrzędny personel sklepu budowlanego. Na poprawę humoru całą ekipą pojechałyśmy na zakupy :). Okazuje się, że widok butów i torebek rozluźnił mnie dostatecznie. Moja kochana mama zaproponowała mi rekompensatę za utraty moralne w postaci nowej torebki i ozdób do włosów. Cuda...naprawę śliczne prezenty :D. W końcu będę musiała znaleźć czas, żeby wrzucić fotki z moich ostatnich wojaży. :D Tak oto spędziłam dzień ;) od samego rana pełen wrażeń, aż do teraz. Czyli spokojnego sączenia bezalkoholowego napoju i zajadaniu się ciasteczkami. W końcu dzisiaj Dzień Dziecka :D...:D
Mała fotorelacja z dzisiejszego dnia :D
radosna mina po porannym sprzątaniu ;)
Napój, który znalazłam w sklepie dla poprawy humoru po traumie w sklepie budowlanym
Naprawę pyszny :D
Sesja w sklepie...a co...ja też mogę :D
Dzisiejsze upolowane inspiracje :D
Pyszne deserki :D Ostatnio ja i mały Pączek zajadamy się sorbetami truskawkowymi
Dzień Dziecka :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz