Nie ma co...moje życie nabiera tempa. Czuję, że dużo się zmieni. Dzisiaj mam ostatnie chwile dla siebie, tak..."godzina zero" na prawdę zmierza wielkimi krokami. A jak dużymi?? Otóż jutro mam się zgłosić do szpitala na KTG i wywołanie porodu. Za każdym razem kiedy o tym myślę, czuję dotkliwy, namacalny ból wynikający z bezpośredniej konieczności konfrontacji z własnymi lękami. Przeczytałam chyba wszystkie możliwe artykuły na temat działania oksytocyny. Najbardziej interesowały mnie fakty dotyczące jej wpływu na poziom bólu i szybkość w działaniu. Co gorsza zaczęłam czytać również fora internetowe na ten temat. Nie powinnam tego robić. Kobiety wypisują tam straszne rzeczy. Normalnie pozostaje ci jedynie schować się w jakimś ustronnym miejscu i czekać na nieuniknione straszne męki. A koleżanki powtarzały mi nie czytaj tych bzdur co wypisują w internecie bo będziesz tego żałować... NO I MAM ZA SWOJE!!!
Od samego rana czuję się jak bym miała mieć przed sobą najważniejszy egzamin w życiu. Jak by wam zobrazować emocje, które we mnie siedzą...Czuliście kiedyś stres przed zdawaniem prawa jazdy ?? No to pomnóżcie to razy 100 i może będziecie wiedzieć jak ja się czuję. Wiem, że nie powinnam, aż tak bardzo przeżywać tej sytuacji. Przecież miliardy kobiet przede mną dokonało tego wysiłku i żyły. Matko...ale ze mnie "miękka faja". Nigdy bym w życiu nie przypuszczała, że będę tak histeryzować. Wolała bym, żeby Pączek sam zechciał pojawić się na świecie, a nie żeby trzeba było go do tego nakłaniać. W dodatku nie jestem jedyną sobą, która panikuje. Pan X jest tak przerażony, że sam nie wie czy wolał by, żeby już było po czy może za jakiś czas Mały powinien się zmaterializować. Ma minę jak by siedział na tętniącym wulkanie. Do tego sama muszę go pocieszać, że wszystko będzie dobrze i jakoś sobie poradzimy. A kto mnie pocieszy?! On powinien być teraz wsparciem. Niby lekarz a za każdym razem kiedy dostaję skurczy, zaczyna robić się blady a oczy robią mu się wielkie jak u sowy.
Staram się zapełnić sobie jakoś czas, ale traumatyczne myśli powracają do mnie jak natrętne komary podczas wypoczynku nad jeziorem. Ja już chcę mieć to za sobą...!!!!!!!!! Nawet nie potrafię porządnie sklecić myśli... Dzisiaj zdążyłam już być na zakupach i ogarnąć sprzęt do łazienki...nawet lustro sama przytargałam do domu. Nic nie pomaga...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz