niedziela, 30 czerwca 2013

GODZINA ZERO?! ZARAZ JAK TO...i powrót do życia...

 Witam, już naprawdę dawno nie miałam czasu na  napisanie czegoś konkretnego. Próbowałam coś napisać w szpitalu jednak moje myśli pochłonięte są moim Skarbem :). 


Powiem tak zaskoczenie, które spotkało mnie w piątek z rana przeszło nie tylko moje oczekiwania ale również moich lekarzy i cala rodzinkę. Zapewne kojarzycie ze w piątek 14.06.2013 miałam mieć wywoływany poród. Wynikło to z faktu, że Pan Pączek nie miał zamiaru  pokazać się na świecie bez pomocy farmakologii lub jakiejś innej drogi perswazji. Tak wiec z pełna radością udaliśmy się w piątek do szpitala...Ja, Moja Siostra, kierowca Ruda i Brzucho. Zupełnie nie byliśmy świadomi tego co będzie nas czekać. Akurat tak się złożyło ze tego samego dnia schodził z dyżuru Pan X, wiec z założenia wiedziałam ze nie zostanę sama jak by coś miało się rozpocząć. Zapomniałam tylko o jednym fakcie. Tego samego dnia przyjeżdżała również rodzina Pana X, żeby pomoc w przeprowadzce i remoncie. Równało się to z faktem, że mój mąż musiał jechać do naszego nowego domku otworzyć drzwi i pomóc w ostatnich zakupach. Tak, wiec już na starcie coś poszło nie po mojej myśli. No nic... po zameldowaniu się na izbie przyjęć zostałam pokierowana na odział porodowy. Tam okazało się, że nie ma mojej lekarki tylko jest jakiś zastępczy lekarz z poza szpitala. No świetnie, po prostu cudownie...Tym bardziej, że byłam umówiona z nią że jak będę się męczyć dłużej niż 3 godziny to na spokojnie pojedziemy na Cesarskie Ciecie. Ale jak to bywa z moim kaprawym szczęściem, ów Zastępczy lekarz był zwolennikiem naturalnego porodu. Tak wiec na wstępie dostałam czopki rozkurczowe i krzyżyk na drogę do pokoju na porodówce. Samotna i opuszczona siedziałam w pokoju oglądając filmy i seriale na zmianę (dzięki bogom za tablet..!!!). Przy drugiej serii mojego ulubionego serialu o duchach nagle poczułam dotkliwy ból w plecach rozprzestrzeniający się po brzuchu. Wtedy jeszcze nie wiedziałam co mnie będzie czekać...lekarz, który przyszedł sprawdzić jak mi idzie powiedział tylko "Tak...to skurcz, widzę, że jeszcze się Pani uśmiecha...no to jak Pani przestanie to dopiero się zacznie właściwy poród"...Cóż miał rację w 100 %. Bo naprawdę nie spodziewałam się tego co będzie mnie czekać.

Jak by tu ja opisać? Powiem tak nie chce nikogo straszyć na zapas, ale do najprzyjemniejszych sytuacja na porodówce nie należała. Szczerze było tak jak się spodziewałam...dużo krwi, nieopisanego bólu i histerii. Co najciekawsze to ja wpadłam w czarna rozpacz jak przyszło co do czego, a nie Pan X. Jego spokój pozwolił mi zachować jako takie resztki zdrowych zmysłów. Moje obawy, które narastały przez 9 miesięcy po prostu eksplodowały na sali porodowej. W dodatku obok rodziła kobieta, która krzyczała tak głośno, że nawet zmarłego by obudziła. Normalnie sam jej wrzask wywoływał zwiększenie się bólu i strachu. Koszmar...moje kochanego męża myślałam, że zamorduję a sama wyskoczę przez okno. W dodatku cały czas nie mogłam przeć bo położna twierdziła, że główka nie schodzi. Po 7  godzinach moich wrzasków, błagań, płaczu, obelg pod adresem wszystkich na około, okazało się, że mogę poprosić, żeby łaskawie lekarz pojawił się na sali. Podkreślmy, że była prawie 2 w nocy więc chcąc nie chcąc trzeba było go obudzić. Rozdrażniony i lekko zaspany lekarz pojawił się w sali. W tym momencie pojawiła się mała iskierka nadziei na jakie kol wiek znieczulenie. A uwierzcie mi dużo bym dała w tamtej chwili za nawet apap ;) Mój nowy anioł zbawiciel był jednak bardzo powolny i nie spieszył się z badanie czy wypełnianiem papierków. Po upływie jakiego wieku (przynajmniej tak mi się wydawało) pełnego tortur rodem ze średniowiecza lekarz stwierdził, brak postępów porodu i  zarządził Cesarskie Cięcie. To było jak muzyka dla moich uszy...chwilę później leżałam już na stole nie czując nic od połowy ciała w dół. Jednak nie obyło się bez komplikacji...Okazało się, że naturalny poród nie postępował ponieważ mój Mały Pączek zaklinował się nie tam gdzie trzeba. Próbował wyjść główką przez brzuch niczym Alien z filmu. Lekarz musiał się trochę namęczyć, żeby go wyciągnąć. Za nic na świecie nie chciał opuścić bezpiecznego brzuszka...Wszystko jednak dobrze się skończyło i po jakiejś chwili trzymałam w ramionach Mojego Nie Takiego Małego Pączka. Okazał się największy na całym oddziale ;)

Aktualnie minęły już ponad dwa tygodnie od tamtej chwili. A ja czuję jak by Mały Królik był ze mną od zawsze. Oczywiście bywają lepsze i gorsze chwile...szczególnie dotkliwie jeśli dzieją się w nocy to jednak na nic na świecie nie zmieniła bym się na nic innego.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz