wtorek, 11 czerwca 2013

Made...My...Day...a może nie...?! Kiedy to będzie...!!!!!!!!!!!!!

Mamo...ostatnio mam tyle spraw na głowie, że nie mam czasu nawet pomyśleć o sobie, a co dopiero napisać porządnego posta. Na przykład cały dzień załatwiałam sprawy z nowym osobistym dowodem, zdjęciami, kartonami i ostatnimi zakupami do nowego domu. Najciekawsze zawsze jest zdziwienie sprzedawców, że jeszcze chodzę w tym stanie. Co w tym takiego zaskakującego?! Może powinnam się położyć i już nie wstać. Albo lepiej zabunkrować się w domu i udawać, że mnie nie ma. Rozumiem, że jestem kobietą specjalnej troski, ale jeszcze umiem coś niecoś przy sobie i innych zrobić. Trochę rozumiem osoby nie będące w "błogosławionym" stanie. Dzięki cudowniej magii mediów ciężarne uważa się za wariatki i osoby szczególnie niebezpieczne dla otoczenia. W sumie po części jesteśmy same sobie winne. Wiem, że moje wahania nastrojów doprowadzają moją rodzinkę i znajomych do szału. Dzięki bogom, że jeszcze mi wybaczają.  
Pan X jest ostatnio tak przemęczony całym zamieszaniem z przeprowadzką, że włącza stan "hibernacji" kiedy tylko może. Ostatnio zasną nawet w urzędzie na krzesełku jak próbowaliśmy przepisać na siebie gaz ;).
Nie potrafię się ostatnio porządnie odprężyć. Serce mi ściska ze strachu przed nieuniknioną "Godziną Zero". Z jednej strony chciała bym mieć już to za sobą, a z drugiej strony jestem przerażona jak cholera. Znając mojego pecha pewnie przytrafi mi się ona w najmniej oczekiwanym momencie np. w sklepie lub w samochodzie kiedy będę prowadzić. Z tego stresu non stop biegam do toalety. W dodatku dzisiaj straciłam moją ostatnią szansę na CC, czyt. Cesarskie Cięcie. Niby noszę okulary i podobno powinnam dostać skierowanie. Jednak pani okulistka stwierdziła, że moja wada jest za słaba. Natomiast po dokładnym przebadaniu moich oczy stwierdziła, że moja siatkówka w obu gałkach ocznych jest śliczna i różowa. Co oznaczało "Pożegnaj się z bezbolesnym przybyciem Pączka na świat"....no i kicha... Z jednej strony to dobrze, że mam zdrowy narząd, z drugiej jednak naprawdę nie lubię bólu. Co lepiej dowiedziałam się, że w prawym oku zostało mi tylko 60 % wzroku, bo podobno moja rogówka jest tam mocno zabliźniona, że widzę jak przez siatkę. Super...nie ma to jak kolejna "dobra" nowina...teraz muszę jakieś specjalne krople wciskać do oczu przez najbliższy rok i może moja wada się cofnie...Pan X stara się walczyć z moimi lękami stosując różne formy odstresowania  między innymi masaż. Niestety każdorazowo kończy się to stanem odpłynięcia w inną rzeczywistość i nie mam tu na myśli siebie. Po porostu w pewnej chwili mój mężczyzna zasypia ściskając moją stopę lub rękę...


Parę inspirujących zdjęć...

Love...
 Podoba wam się taki styl??
 Domki jak wzór na moich nowych mokasynach...;)

 Bez obrazy ale ten żółty wygląda jak...hym...Pierwsza zasada pingwina: "nie jedz żółtego śniegu"
 Już nie mogę się doczekać kiedy wrócę do treningów....
Śliczne loki...
 Sweter...love...

 Mała przerwa w załatwianiu spraw...bardzo wyczekiwany obiad...
 Ta mina mówi sama za siebie....4 godziny snu po dyżurze w szpitalu i załatwianie spraw urzędowych...sama przyjemność...
 Nawet w korku...dzióbek musi być
 W kroku nawet na sen jest chwila...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz