niedziela, 15 grudnia 2013

Made My Day...:D



Hallo everyone!!!
Uch!!! Moje ostatnie 2 noce potwierdzają moją teorię, że moje dziecko jest w jakiś magiczny sposób połączone z fazami księżyca. Za każdym razem kiedy na niebie "świeci" pełnia moje dziecko zamienia się w wilkołaka. Nie jest on jednak typowym przedstawicielem swojego gatunku. Nie przeistacza się w gryzącego i włochatego potworka, za to jego charakter zmienia się o 180 stopni. Mój słodki kochany synek na te 2-3 dni staję się jęczącym, płaczący  i nie śpiącym ancymonkiem. Dzięki niemu od 2 nocy nie śpię. Łącznie odpoczęłam jakieś 3-4 godziny. Sama nie wiem jak funkcjonuję, ale najwidoczniej takie magiczne zdolności posiadają Mamy. Pan X nie posiada takich super mocy. A dlaczego tak uważam?! Wczoraj poprosiłam go o popilnowanie Królika przez 45 min. Musiałam trochę odpocząć a przy okazji doprowadzić się do stanu używalności. Chciałam sobie zrobić mini SPA, czyli po prostu wziąć kąpiel bez pośpiechu z dużą ilością bąbelków i umyć włosy. Hym..Luksus.... Skończyło się tym, że musiałam wyskoczyć z wanny i ociekająca wodą podnieść malucha z łóżeczka bo był głodny. Ech...kiedy podeszłam do Pana X okazało się, że zasnął. Musiałam go kopnąć, żeby się obudził. Ja wszystko rozumiem oboje jesteśmy zmęczeni, ale on przynajmniej śpi w nocy. Dlatego uważam, że Mamy mają super moc. Dzięki niej jesteśmy w stanie przetrwać najgorsze chwile i pokonać niewyspanie. Tak!!! Brawa dla wszystkich MAM!!!
Dzisiaj byłam bardziej cwana niż wczoraj. Nie siedziałam w domu z moim dzieckiem. Jak wyszliśmy o 11.30, tak wróciliśmy dopiero godzinkę temu, tj. około 18. Najpierw byliśmy na ćwiczeniach, a później odwiedziliśmy moje przyjaciółki. Moim celem było wykończenie malucha jak tylko się da. Trening dla mam z dziećmi zawsze skutkuje. Mały pracuje razem ze mną i dodatkowo bawi się z innymi "czołgusiami" (takie określenie wymyślił Pan X dla malucha odkąd zaczął się czołgać). Panuje tam taka miła atmosfera, a mały bawi się na całego. Z reguły "Kotek" zasypia od razu po zajęciach. Pamiętałam jednak, że mamy pełnię więc niestety nic nie działa normalnie. Dlatego umówiłam się z koleżankami na obiad. Nie musiałam gotować tylko dla siebie (to najgorsze co może być). Przy okazji maluszek spotkał się ze swoimi ciociami, których nie widział ponad miesiąc. Moje zbawicielki uraczyły mnie pysznym zapiekanym makaronem ze szpinakiem (spokojnie zrobię o tym daniu Post :D, było na prawdę pyszne :D) i herbatką z melisą. Och tak!!! Coś na uspokojenie było zupełnie na miejscu. Nie dość, że "łapię nerwa" na moje dziecko, to jeszcze PMS mi się zaczął. Mieszanka wybuchowa...Ale 2 napary z leczniczej melisy pomogły. Jeszcze raz dziękuję kochane!!! Brakuje mi ich, ale wszystkie mamy swoje zajęcia i czasami brakuje nam czasu na częste spotkania. Bardzo cieszę się z naszych wypadów. Po obiedzie pojechaliśmy na zakupy. Jakimś cudem udało nam się kopić o wszystkie produkty bez większego uszczerbku na zdrowiu. W supermarkecie był dosłownie szał!!! Stada przewalających się ludzi, opętanych gorączką świąteczną. Przy stoiskach z zabawkami nie było jak igły wcisnąć. Wszyscy mieli wózki wypchane po same brzegi. Zastanawiam mnie jedno...kto to wszystko zje. Nawet jeśli to na wigilię to i tak po co kupować 3 schaby do pieczenia ze śliwką. Szok!!! Dosłownie szok...Plusem był fakt, że przy stoisku dla wegetarian (czyli 3 półki na krzyż) nikt nie stał. Na spokojnie mogłam ogarnąć swoje tofu i ruszyć do kasy.  Znalezienie najmniejszej kolejki nie wchodziło w grę. Wszędzie było mnóstwo ludzi. Zrezygnowana stanęłam przy pierwszej lepszej. Chyba 30 min tam kwitłam, za nim moje zakupy zostały podliczone. Kolejnym pozytywem był fakt, że Mały miał dzięki temu mnóstwo wrażeń. Może w końcu da mi po spać w nocy :)... a jak wam minął dzień :D

Nie wiem jak bym żyła bez książek...uwielbiam czytać:)

 Moja ulubiona baja w wersji anime :D
 Warto przeczytać i zapamiętać :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz