Aloha!!!
Udało się w końcu zaczęliśmy z Panem X urządzać nasze mieszkanie. Nie obyło się bez spięć. Bo jak by to mogło być, żeby się nie pokłócić przy jakich kol wiek zmianach w mieszkaniu. To chyba norma, że pary się "rozwodzą" w trakcie remontów. Przy pierwszych remontach nie mieliśmy takich doświadczeń dlatego teraz trzeba było wszystko nadrobić :]. Jak to się mówi "Co było a nie jest nie pisze się w rejestr", tak że puściliśmy w nie pamięć nasze stylowe potyczki. Porządnie podeszliśmy do tematu "Kupujemy nowe meble". Najpierw zrobiłam dokładny przegląd stron internetowych sklepów meblowych, przygotowałam dokładny budżet naszych zakupów. Oczywiście nie była bym sobą, gdybym nie zaplanowała dokładnego rozstawienia mebli. Pożyczyłam, więc metrówkę od mojego mężczyzny i wszystko dokładnie powymierzałam. Jako rasowa blondynka nie od razu poradziłam sobie z tak "skompilowanym" urządzeniem jak metrówka. Obserwując moje próby jednoczesnego zaczepiania jednego końca urządzenia o kanty i rozciągania wzdłuż ściany drugiego, Pan X śmiał się i turlał po podłodze. Ale co tam "poradzę sobie sama" w końcu to ja się uparłam na te zmiany. Dzięki mojej genialnej metodzie pomiarów, po jakieś godzinie miałam zmierzone 2 ściany. Pełna dumy przerzuciłam moje pomiary na papier i narysowałam wstępny szkic naszego salonu. Przynajmniej z rysowaniem nie miałam problemów. Zawsze lubiłam białe mebelki z brązowymi dodatkami. Jak dla mnie to idealne połączenie chłodu i ciepła w mieszkaniu. Z dokładnie zaplanowanymi zakupami ruszyliśmy do meblowej "Mekki" wszystkich młodych małżeństw i studentów, czyli Ikei. Dzięki bogom akurat był środek tygodnia i to jeszcze około 11 rano, więc sklep nie były przepełniony. Przed ostatnim razem jak próbowaliśmy zrobić tam zakupy były takie kolejki, że nawet do windy nie udało się wózkiem wjechać. Kto mieszka w miastach, gdzie występuje Ikea doskonale wie co tam się dzieje w weekendy. Jeden wielki tłok. Dzieciom rozdaje się opaski z numerami telefonów rodziców, żeby jak się zgubią było ich łatwiej znaleźć. Oczywiście sam sklep jest tak zaprojektowany, że trzeba wszystko zwiedzić zanim dotrzesz do miejsca, które cię interesuje. Dzięki mojej wytrwałości i umiejętnością uspokajania nerwowego Pana X udało się odnaleźć wszystkie elementy nowego wystroju. Spisałam wszystkie regały i miejsca na karteczce i ruszyliśmy do magazynu. I tu doznałam szoku...Moje 3 nie wielkie meble okazały się trzema ogromnymi paczkami kartonów. Matko jak ja chciałam to zabrać sama?! (taki był pierwotny plan). Nie wiem jakim cudem udało nam się zapakować do auta te wielkie pudła, wózek, fotelik, dwa psy, Króliczka, Mnie i Pana X. Na szczęście policja nie patrolowała naszej trasy na Koniec Świata, bo gdyby tak było zastanawiali by się kto prowadzi auto. Z zagraconych szyb nikogo nie było widać. Gdy dotarliśmy do domu zaczęłam ogarniać śpiącego Pączuszka, a mój prywatny Super Bohater wnosił wszystkie rzeczy do mieszkania. Korzystając ze snu naszego dziecka zabraliśmy się, za składanie "klocków". Oczywiście po otworzeniu kartonów wyjaśniło się dlaczego były takie ciężkie. Ilość elementów przyprawiała o zawrót głowy. Ja poddałam się na samym początku i ograniczyłam swój udział do asystowania przy operacji "składanie mebla". Teraz widać dlaczego to chłopcy układają Lego technic jak są mali, a dziewczynki zajmują się dekorowaniem domków dla lalek :D. Jak mój prywatny chirurg zabrał się do pracy to po 3 godzinach miałam wszystkie mebelki sklecone do kupy. Jednak jak to bywa w naszym przypadku, nie wszystko poszło po naszej myśli. W momencie ustawiania mebli na całym naszym Końcu Świata wysadziło korki. Wiii...!!!! Przez godzinę żyliśmy jak ludzie z średniowiecza. Było tak ciemno, że czułam się jak bym wpadła do beczki pełnej smoły. Cały ten czas zastanawiałam się jak podgrzeje mleko bez prądu. Do głowy przychodziły mi takie desperackie pomysły jak podgrzewanie nad świeczką. Dobrze, że mamy ich dużo i stale znajdują się w tych samych miejscach. Bez problemu na ślepo odnalazłam wszystkie możliwe knotki i w jednej chwili zrobiło się jasno w całym mieszkaniu. Bardzo romantycznie...co prawda na drugi dzień był problem z wstaniem z łóżka. Bo głowy bolały od ilości zapachu świec...a przynajmniej na to zwalam moje zmęczenie. Mimo to moje mieszkanie zaczyna nabierać domowego nastroju. Teraz wystarczy jeszcze dodać parę osobistych dodatków i będzie pięknie!!!





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz