No to mamy nowy rok ;) Mam nadzieję, że spędziliście sylwestra hucznie i z przytupem. Nam się udało zaliczyć jedną z lepszych zabaw sylwestrowych w życiu. Miła odmiana, bo ostatnie dwa były koszmarem. Dwa lata temu wylądowałam w szpitalu, a rok temu byłam w ciąży i musiałam Pana X turlać do domu. Nie ma to jak być jedyną trzeźwą osobą w towarzystwie i robić za poimprezową taksówkę. Wyobraźcie sobie jak człowiek się czuje, prowadząc auto pełne wstawionych balangowiczów. Od samego odoru w powietrzu można było załapać parę procent we krwi. W tym roku to ja sobie trochę zaszalałam. Miałam dwóch cudownych kawalerów do tańca. Jednemu nawet udało się nienadepnąc mi na stopę przy tańcu. To pewnie dlatego, że ma jeszcze za krótkie nogi. Wybawiłam się na całego, a Mały Książę, imprezował z nami do samego końca. Dokładniej mówiąc do 24.30... Niestety Mój kochany Pan X musiał iść do pracy 1 stycznia ratować wszystkich sylwestrowych połamańców i urwane ręce od petard. Niczym stado Kopciuszków zapakowaliśmy się do naszej "dyni" z Azji (hyundai). Pierwsze co zrobił Pączek po odpaleniu silnika to...zasnął...Po takich wrażeniach miałam nadzieję, że trochę pośpi. Jak to jednak w życiu bywa, mały człowiek miał inne plany. Wstał o 4 nad ranem i postanowił dalej świętować nowy rok. Zamiast szampana musieliśmy się zadowolić mlekiem dla niemowląt i kaszką bananową. Pierwsze zdjęcie to dokumentacja pierwszego sylwestra Kluska. Zrobiłam je o 24.12...Rok 2013 był jednym z najbardziej szalonych okresów w moim życiu:
1. Ciąża
2. Narodziny Królika
3. Przeprowadzka na Koniec Świata
4. Zmiana pracy
5. Wewnętrzna przemiana
6. Przewrócenie życia do góry nogami
7. Brak snu (zupełnie jak na studiach...:D)
8. Każdy dzień był inny
Oj działo się sporo...nie był dwóch takich samych dni i nie mogłam narzekać na nudę. Może ten nowy rok przyniesie mi więcej spokoju. Wiem jedno...sama muszę pracować nad swoim szczęściem. Nie ma co czekać na łaskę z nieba. Nie mam typowych postanowień noworocznych. Nie palę papierosów. więc nie mam czego rzucać. Nie zajadam się słodyczami i praktycznie nie piję alkoholu...czyli standardowe obietnice tu nie pasują. Chciała bym jednak być z dnia na dzień bardziej cierpliwa i wyrozumiała. Tak...zdecydowanie tego mi potrzeba. Mam nadzieję, że wytrwam w tym postanowieniu...
PS.
Po niżej przesyłam parę zdjęć z prezentami od świętego Mikołaja...Chciałam tu zaznaczyć, że pokazuję je tylko i wyłącznie na waszą prośbę. Od wigilii wielokrotnie pytaliście się o to co przyniósł mi czerwony grubas pod choinkę...specjalnie dla was mini photsesja moich szpargałów...Wydaje mi się, że musiałam być bardzo grzeczna bo sporo paczek znalazłam w tym roku...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz