sobota, 26 października 2013
Koszmar za koszmarem....horror of my life!!!!
Zastanawialiście się kiedyś jaki może być wasz największy koszmar? Każdy ogląda horrory i sensacje, gdzie tragedia goni drugą tragedię. Jednak cały ten świat kończy się, 120 min filmu i Pach!!! Koniec, wyłączasz telewizor lub wychodzisz z kina. W wiadomościach tyle się słyszy o nieszczęściach jakie spotykają ludzi na co dzień. Jednak jesteś oddzielona od nich srebrnym ekranem, te sprawy cię nie dotykają...Jedyna myśl jaka przychodzi ci do głowy "Biedni ludzie...". Za nim zostałam mamą sądziłam, że chyba nic w życiu nie spowoduje u mnie paniki. Aż do zeszłego tygodnia....
W poniedziałek rano mój Mały Pączek wylądował na intensywnej terapii... Diagnoza...posocznica niewiadomego pochodzenia. Bezradność jaka mną owładnęła nie pozwalała i się na niczym skopić lub tym bardziej uwierzyć w to co się dzieje. Surrealizm...Najpierw jedno badanie, później drugie, USG, RTG...echo serca, badanie uszu, punkcja lędźwiowa...Sama przez swoje 26 lat nie miałam tylu badań ile Pączek w ciągu jednej nocy. Ilość rurek wystająca z moje dziecka przyprawiała o zawrót głowy...Nie mogłam oddychać...Lekarze nie byli w stanie wyjaśnić mi jak to się stało...Ilość pytań jaką mnie zalewali przekraczała moje racjonalne myślenie. Początkowo czułam się jak by to wszystko nie działo się naprawdę..."To nie możliwe...przecież takie sytuacje zdarzają się tylko w telewizji lub serialach amerykańskich", "ale przecież nie nam...", "Jak to dlaczego?". Na to ostatnie pytanie nadal nie uzyskałam odpowiedzi... Moje dziecko ma dopiero 4 miesiące i nic złego w życiu nie zrobiło..."dlaczego akurat on...". Gonitwa myśli w mojej głowie ustała dopiero gdy usłyszałam od lekarza "Musi Pani czuwać całą noc...jak ją przeżyje będzie dobrze...ale nic nie obiecuję". "Czuwać całą noc...czuwać całą noc..." Tak to potrafię...na tym muszę się skopić...inaczej zwariuję. Pan X nie mógł ze mną zostać musiał wracać. Tylko jeden rodzic może zostać na sali... Nigdy w życiu się tak nie bałam. Po upłynięciu pierwszej nocy, gdy Królik otworzył oczy wiedziałam, że już będzie dobrze. Lekarz przyszedł...odszedł...znowu przyszedł....znowu odszedł i tak parę razy, że pobrać kontrolne próbki do badań. Nic nie było wstanie przerwać mojego ciągłego trzymania małego za rękę. Nawet bolące plecy przestały mi doskwierać. Dopiero, gdy Pan X przyszedł mnie zmienić, żebym mogła się umyć poczułam jak bardzo zesztywniały mi mięśnie dłoni. Musiał mi pomóc otworzyć palce...całe moje ciało przystosowało się do tej sytuacji. Nie potrzebowałam snu ani jedzenia...jedyne czego mi było trzeba to wiara w to, że wszystko będzie dobrze...i jest!!!! Mały czuje się już dobrze...Lekarze nie są w stanie stwierdzić co spowodowało ten wstrząs septyczny. Szukali wszędzie...dosłownie...i nic...wszystko czyste...bez nawet choć by jednej groźniej bakterii czy wirusa...kompletnie nic...Ale mnie już to nie obchodzi... Jedyne co mnie interesuje to fakt, że Mały już jest prawie zdrowy...z dnia na dzień odzyskuje siły bez żadnych zmian neurologicznych. Śmieje się, bawi...jak by zupełnie nic się nie stało...Nie ma o niczym pojęcia...przez co przeszedł...i oby nigdy więcej nie musiał...Już ja się o to postaram...
Tak na marginesie pozdrawiamy was z Oddziału Dziecięcego Wojewódzkiego Szpitala w Gdańsku... Królik się uśmiecha i macha do was ręką. Trzymajcie kciuki...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz