W końcu nadszedł ten czas...godzina mojego sprawdzianu. Nie mam na myśli typowej klasówki czy koła, choć w pewien sposób odczuwam podobny stres. Pierwszy raz wyjechałam bez mojego Małego Księcia. Jest to dla mnie ogromna próba. Czuję się jakoś jak by czegoś mi brakowało. Dziwnie jest być tak zupełnie samą. Nie słyszeć płaczu i nie czuć ciągnięcia za spodnie. Od paru dni poprzedzających wyjazd kombinowałam jak tu zabrać go ze sobą. W grę wchodziło przekupienie bardzo niemoralną łapówką Pana X, żebyśmy wszyscy razem pojechali do Krakowa. Wiem, to szalony pomysł, ciągnąć na przysłowiowych "plecach" małe dziecko, cały osprzęt do niego, swoje bagaże i Pana X. W dodatku tłuc się samochodem na drugi koniec Polski do miasta, gdzie kompletnie nikogo nie znamy. Ech...rozsądek wziął górę nad moimi uczuciami i tak oto siedzę samotnie na czerwonym siedzeniu w Polskim Busie. Może dosłownie nie jestem sama...Autobus jest pełny, więc moja przestrzeń życiowa ograniczyła się do jednego metra kwadratowego. Za radą koleżanki usadowiłam swoje 4 litery na siedzeniu bliżej przejścia. Z reguły zawsze wybierałam opcję bliżej okna, ale przyznam, że tym razem rada była trafna. Po pierwsze nie muszę przepychać się do toalety i mam wizualnie więcej miejsca...z praktyce wygląda to raczej odwrotnie. Całe szczęście te linie autobusowe przeszły do XXI wieku. Zapewniając swoim pasażerom toaletę z umywalką (z której leci woda, jak jeszcze jeździłam PKP z takim luksusem bywało różnie), suszarką do rąk i rolką papieru toaletowego. Szaleństwem z ich strony jest Wi-Fi bez graniczeń i z całkiem fajną prędkością przesyłania danych. Po drodze odwiedziłam już Toruń i Łódź. Jednak z powodu niefrasobliwości organizatora wycieczki zaliczyłam tylko objazdówkę przez te piękne miasta odwiedzając jedyny obowiązkowy punkt w postaci dworca PKS ;). Co do atrakcji to nie mogę narzekać. Na samym początku dostałam telefon z hotelu, gdzie zarezerwowałam miejsce. Podobno Pani recepcjonistka pomyliła się i dostałam łóżko oddalone od mojego miejsca szkoleniowego od 1,5 godziny jazdy tramwajem. "ekhm...słucham?" moja reakcja była typowa dla przerażonej fretki. Spociłam się jak mops, bo perspektywa pokonania takiej odległość z 3 przesiadkami w miejscu, którego nie znam była lekko mówiąc niepokojąca. Grzecznie przyjęłam informacje rozłączyłam się i w pośpiechu zaczęłam poszukiwać nowego miejsca do noclegu. Dzięki bogom, w hotelu oddalonym od jedną przecznicę od miejsca szkoleniowego mieli jeszcze jeden pokój. Kamień spadł mi z serca. Gorzej tylko, że koszt tego pokoju pokrył by spokojnie wypad na 4 dni do przedniego hoteliku. He...trudno...raz na "ruski" rok wyjeżdżam gdzieś. Ostatni raz na wakacjach byłam chyba 5 lat temu. Przynajmniej dostanę śniadanie i pełny przysługujący mi luksus :D Pozdrawiam :D


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz