czwartek, 19 czerwca 2014

Made My Day !!! Dieto przybywaj...

Aloha!!!
Kiedy zachodzimy w ciążę zdajemy sobie sprawę, że całe życie przewróci się do góry nogami. Ty czy się to przede wszystkim naszych relacji z partnerem i z własnym ciałem. Od momentu poczęcia nasza sylwetka ulega metamorfozie aż dwa razy. Moja walka z dodatkowymi kilogramami trwa nadal. Dotarłam do momentu, kiedy postanowiłam poprosić o pomoc. "Czas skorzystać z pomocy dietetyka"...Dzięki bogom koleżanka po fachu ma chęci i czas do pomocy. Inaczej chyba bym się nie wypłaciła. Tak czy owak sądziłam, że moja codzienna dawka jedzenia jest odpowiednia. Ha...myślałam, że jem za mało. A tu proszę!!! Przykre zderzenie z rzeczywistością. 
Okazało się, że dziennie powinnam przyjmować 2400 kcal!!!
JA: "Błe...na 100 % tyle nie zjadam"...
Koleżanka: "Kochana, jak byś tylko tyle jadał to byś nie tyła"...
Moja odpowiedź:  "Cooooo?! Jak to gdzie to się zbiera"...
Koleżanka: "W biodrach i brzuchu"
JA:. "..." i laser w oczach
Tak oto zostałam zaopatrzona w dzienniczek żywienia.  Przez cały tydzień mam rzetelnie zapisywać swoje posiłki. Dzisiaj moja 4 dzień i już sama potrafię powiedzieć gdzie te dodatkowe kalorie się pochowały. A to dojem za Kluchę, a to tu coś chapsnę...a to jeszcze może dołożę sobie ziemniaczków, a później nie mogę się ruszyć. A to kilka paluszków w pracy dziabnę...i tak oto próg 2400 kcal zostawiam gdzieś za sobą i wędruję w kierunku 3400 ckal.  Jeszcze 3 dni zapisków i będzie koniec tego upokorzenia. W dodatku ostatnio nie po drodze mi do zdrowego odżywiania. A to grill, a to urodziny Kluski z pysznym tortem...Ech...A później wszystko w biodrach...Karkówki zamiast mięśni i cukieraski w boczkach .
Postanowiłam troszeczkę mocniej postarać się i będę co tydzień relacjonować swoje wyzwanie. Życzcie powodzenia i trzymajcie kciuki :D
















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz