Dzisiaj rano podliczyłam, że w nocy pobiłam rekord w odwiedzaniu pewnego "ustronnego" miejsca. Nie jest to jednak powód do dumy, ponieważ kompletnie się nie wyspałam. Prawie dwie godziny leżałam plackiem na łóżku starając się ułożyć w jakieś optymalnej pozycji, ale w chwili gdy moje oczy już się zamykały do mojego mózgu dochodziła informacja "Ding...ding...ding...toaleta". Chryste, za wszelką cenę starałam się nie wstać z łóżka po raz tysięczny, jednak moja fizjologia pozostała nieugięta. Stwierdziłam wiec że nie ma sensu kłaść się ponownie bo i tak już nie zasnę. Dzięki bogom, pogoda jest w sam raz do mojego stanu. Nie mam obrzęków a Mały Pączek zachowuje się całkiem spokojnie. Z reguły mój mały Chłopak wyładowuje swoje nie zadowolenie na przypadkowych obiektach w zasięgu przestrzeni brzucha np. żebra czy splot słoneczny. Wciąż jestem w szoku, że dzisiaj ogranicza się do przyjemnego przeciągania i delikatnego wiercenia.
Cały mój nocny kłopot został spowodowany wczorajszymi wydarzeniami. Jak powszechnie wiadomo odbyły się dwa ważne wydarzenia, Koncert Panny B. oraz Finał Ligii Mistrzów. O dziwo, opcja oglądania meczu wygrała z możliwością wyjazdu do Warszawy na Orange Festiwal. Zgadałam się wczoraj rano z kumpelą, że skoro mój Pan X, postanowił spędzić weekend w pracy a jej mam służbę to może razem posiedzimy wieczorkiem oglądając jak stado facetów biega za piłką. A czemu nie pomyślałam?! W moim stanie i tak mało realne było by przebycie trasy do stolicy, więc co mi tam. Tym bardziej, że poczułam się samotna i zapomniana przez cały świat...a dokładniej mówiąc przez pewną osóbkę (nie były nią Pan X, on naprawdę pracuje). A tam...nie ma co się nad sobą rozczulać. Bez obaw, pomyślałam, że i tak będzie wesoło, a poza tym miałam jechać na zakupy w poszukiwaniu letniej torebki. Jak wiadomo nie ma nic lepszego na poprawę humoru niż zakupy. W połowie realizacji "Misji różowa torebka", zadzwoniłam jeszcze do jednych znajomych, którzy wyrazili chęć wspólnego spędzania czasu :D. Jednym z powodów była fakt braku telewizora w mieszkaniu...ale co tam. I jak tu ich nie uwielbiać...prawdziwe anioły zabawicie od samotnej nudy. No może nie do końca rasowe, ale serducha mają czyste i dobre :D. Kiedy człowiek w potrzebie zawsze, staną na głowie, żeby dotrzymać ci towarzystwa. Dodatkowo moja kochana "Kasztanowłosa" postanowiła towarzyszyć mi w poszukiwaniu upragnionej torebki. Razem zaczęłyśmy moim powolnym ślimaczym tempem zwiedzać witryny sklepów, które coraz bardziej przypominają Muzeum Osobliwości. Okazało się, że w tym roku modne są albo torebki z plastiku albo z ćwiekami. Dodatkowym utrudnieniem jest fakt, że w głowie stworzyłam sobie wzór, którego nigdzie nie znalazłam. Ta...w sumie zaraz on istnieje jednak cenowo stanowczo znajduje się poza zasięgiem moich finansów. Docelowo, wpadłyśmy do nowo otwartego butiku " Sinsay", gdzie zakochała się w czarnej torebce z ćwiekami na pasku. Mamo...sklep jest wart polecenia osobą, które lubią oryginalne print'y na koszulkach i nie tylko...naprawdę zrobił na mnie wrażenie. Na pewno tam jeszcze wrócę. Na sam koniec poszukiwań, ku mojej radości odkryłyśmy, że w Centrum otworzyli kramik z moją ulubioną herbatą..."Bubble Tea". Jak ktoś jeszcze nie próbował szczerze zapraszam do przetestowania owej glutkowatej herbaty. Dlaczego glutkowatej?? Ponieważ poza cudownym smakiem samego napoju zawiera w sobie fenomenalne żelki, które pod naciskiem zębów albo pękają uwalniając pyszny soczek albo chrupią... ;D Super...oczywiście trafiony wymysł azjatyckiej części świata.
Wieczorem, wszyscy razem postanowiliśmy zasiąść na kanapie przed telewizorem z zamiarem obejrzenia widowiska. Początek był dość ciężki ponieważ, mój kochany Leje Pospolity (york o i minie Jack)nasikał na kanapę, w akcie protestu spowodowanego brakiem zainteresowania jego osobą. Musiałam wiec jeszcze wyprać kanapę, przy użyciu środka do prania mebli o tajemniczej nazwie "Wezyr". Okazał się jednak skuteczny po odkurzeniu mogliśmy przystąpić do kontemplowania piłkarskiego pojedynku. W naszej ekipie znalazł się jeden męski rodzynek, który bardzo cierpliwie tłumaczył kto jest kim i którzy to tzw. "nasi" ;). Z dziwczynami oddałyśmy się podziwaniu urody i pośladków piłkarzy oraz komentowaniem co ciekawszych fałi. Zabawa tak się rokręciła, że nie zyważyliśmy kiedy skończyła się pierwsza połowa a zaczęła druga :) (ku rozpaczy naszego "rodzynka"). Szczerze dawno tak dobrze się nie bawiłam ... do naszej piłkarskiej ekipy idealnie pasował cytat z jednej z moich ulubionych książek " Im bardziej dążysz do normalności, tym większe prawdopodobieństwo, że zaliczysz wszystkie możliwe odchylenia od normy". Całość oczywiście w pozytywnym znaczeniu :D Z taką ekipą nie straszne są nieuchronne etapy życia : bezrobocie, klimakterium czy oziębłość seksualna;) Objadałam się typowych meczowych przekąsek, napiłam się bezalkoholowego kremowego piwka i śmiałam się do rozpuku. Może dlatego dzisiaj moje Maleństwo jest pełne takich pozytywnych emocji. :D Naprawdę fenomenalny wieczór...zakończony bezsenną nocą, prawie jak po prawdziwej imprezie :D
niedziela, 26 maja 2013
piątek, 24 maja 2013
Made... My... Day...:D
Parę fotek z dzisiaj i nie tylko :D
Pyszne babeczki upolowane przeze mnie i moją Siostrę...niestety nie pamiętam jak się nazywała cukiernia, ale postaram się na dniach znowu ją odwiedzić, więc na 100 % pojawi się nazwa :D
Mój wieczny partner od tańca :D Próba do "Dziadka do Orzechów" :)
Z radosna mina z budowy domku po informacji, że jeszcze 2 godziny tam spędzimy z Panem X...w tle folia przykrywająca łazienkę i dziura na drzwi ;)
Chilling na za kupach po pracowity dniu...zmęczenie nie tylko mi się udziela ;)
Nowy image :D Kupić, nie kupić....?
Czysta radość z zakupów...jak wiadomo każdy facet uwielbia łażenie po sklepach :D
czwartek, 23 maja 2013
Być jak tykająca bomba zegarowa....
Jestem przerażona planem na najbliższy czas...Mam rodzony wstręt do wszelkiego co niewiadome. Po prostu nie znoszę kiedy nie mam kontroli. Wiem to chore, przecież to takie "ekscytujące" kiedy nie masz pojęcia co za chwilkę się zdarzy i wszystko może cię zaskoczyć. Chyba nie obejdzie się bez popijania uspokajającej herbatki. Dlaczego zaczęłam panikować? Ponieważ godzina 0 naprawę się zbliża...AAA... Dzisiaj byłam u położnej, która z radością stwierdziła, że na pewno nie dotrwam w tym stanie do wyznaczonego terminu. Wiem histeryzuję, wkręcam sobie, że nie poradzę sobie w nowej sytuacji i nie dam rady. Ze wszystkich sił staram się uspokoić i zająć się czymś co odwróci uwagę od nadchodzącej wizyty w szpitalu.Ale kiedy już zaczynam się uspokajać dostaję radosny telefon od rodzinki. Zamiast usłyszeć słowo "hallo" lub "cześć" pada pytanie "Zaczęłaś już w końcu rodzić??". Natomiast kiedy ja dzwonię w jakiejś sprawie w panice krzyczą "to już"!!!... I jak tu ich nie kochać. Już od jakiegoś czasu przestałam się o to obrażać. Oni nie robią tego celowo. Mają dosyć tego, że jęczę i marudzę. Ostatnio pogarda dla ludzkości wychodzi ze mnie bezwiednie. Po prostu mimo woli. Staram się z tym walczyć. Osobą, która najbardziej obrywa jest biedny Pan X, chociaż dzisiaj oberwało się mojemu tacie. Czasami Pan X nabiera odwagi i delikatnie próbuje się odgryźć mówiąc, że zachowuję się jak obozowy kapo przed okresem. Ale co ja poradzę, że wpadam w popłoch, gdy wyobrażam sobie skomplikowaną operację transportowania "małego czołgusia" (pieszczotliwe określenie wymyślone przez mojego ukochanego) do szpitala. Zaczynam wtedy gorączkowo przetrząsać moją szpitalną walizkę i sprawdzać wszystko z listą. Najczęściej jednak jest bardzo wyrozumiały i spokojnie wysłuchuje moich jęków. Co ciekawe przed ciążą nie byłam tak niezorganizowana i rozhisteryzowana. Masz ci los! A jak już mi tak zostanie...Mam nadzieję, że po "wielkim pęknięciu" krew znowu znajdzie drogę do mojego mózgu i zacznę racjonalnie myśleć. Gdzieś głęboko na dnie serca tli się we mnie nadzieja, że pomimo moich aktualnych ułomności wszystko wróci do normy :). Targana huśtawką nastrojów, w chwilach powrotu do rzeczywistości tak na prawdę już nie mogę się doczekać kiedy godzina "zero" nastąpi. To już 38 tydzień..:D
Wersja bez okularów ;D
I...w okularach. Sami stwierdźcie, która lepsza :D
Moja kochana COCO... Śpioch...nawet do toalety za mną chodzi jakoś mnie mogę jej tego oduczyć...mieszanka Yorka z Hawańczykiem
Hehe...radosny hipster w McDonaldzie, nie mogłam się powstrzymać. Bo albo ma zapalenie spojówek albo ja już dawno przestałam rozumieć o co chodzi w byciu "na czasie" ;)
Kochana grupa Cheerleaders Pasja Gdańsk ;D starsza grupa :D Uwielbiam je... Jesteście niesamowite :D
A tu link do muzyczki jaką udało mi się znaleźć dzięki mojej ukochanej blogerce MichellePhan :
I parę zdjęć:
Prezent od mojej Siostry, Madzi i Luizy :) Cudownie...uwielbiam te bransoletki :) Ogromnie dziękuję :D
Wersja bez okularów ;D
I...w okularach. Sami stwierdźcie, która lepsza :D
Moja kochana COCO... Śpioch...nawet do toalety za mną chodzi jakoś mnie mogę jej tego oduczyć...mieszanka Yorka z Hawańczykiem
Hehe...radosny hipster w McDonaldzie, nie mogłam się powstrzymać. Bo albo ma zapalenie spojówek albo ja już dawno przestałam rozumieć o co chodzi w byciu "na czasie" ;)
Kochana grupa Cheerleaders Pasja Gdańsk ;D starsza grupa :D Uwielbiam je... Jesteście niesamowite :D
wtorek, 21 maja 2013
Made...my...Day :D
Kilka zdjęć z dzisiejszego dnia i nie tylko ;D Przy okazji zapraszam na portal zszywka.pl . Świetne inspiracje ...
I trochę muzyki :D
poniedziałek, 20 maja 2013
Zrobiona w balona i uwięziona w domu..."Be happy and smile"
Z radością i pełni entuzjazmu zabraliśmy się do projektu pt. " Kupujemy dom". Początkowo sądziłam, że najtrudniejszą częściom będzie znalezienie domu. W ciągu paru dni spędzaliśmy każdą wolną chwilę na spotkania z deweloperami i przedstawicielami od nieruchomości. Całe szczęście, że jeszcze nie było gorąco więc w samochodzie bez klimatyzacji dało się jakoś wytrzymać. Jedyny problem stanowił wszechobecny śnieg, który skutecznie utrudniał poruszanie się po off-road'owych wertepach polskich dróg. Co ciekawsze wybraliśmy dom na wsi...Szczerze nigdy bym nie pomyślała, że kiedykolwiek będę mieszkać na wsi. Powodem takiej decyzji były oczywiste względy finansowe. Okazało się, że nieruchomości oddalone od mojego kochanego 3 City o nie całe 7 min jazdy samochodem są prawie 40 % tańsze niż te położone w tzw. mieście. Dodatkowym walorem był brak sąsiadów w postaci mew i różnorakiego ptactwa szalejącego nad resztkami z miejskiego wysypiska. Z powodu braku miejsca w centrum, ktoś genialny stwierdził, że nowe osiedla mieszkaniowe będą cudownie wyglądać w towarzystwie zwalistych gór śmieci...Same osiedla był nawet ładne jednak gdy spoglądało się przez okno w kuchni widziało się czapy śniegowe uformowane na hałdach Gdańskich odpadków. Pół biedy gdy jest zimno, to da się jeszcze tam wytrzymać. Jednak gdy nadchodzi słońce i cieplejsze temperatury cudowna perfuma rozkładających się odpadków staje się wszechobecna. Nie da się jej pozbyć w żaden sposób. Zainwestowaliśmy więc nasze oszczędności w mieszkanko z ogrodem w uroczej mieścinie. Tak to więc, jesteśmy na etapie remontowania, przebudowy i radzenia sobie z upierdliwością sąsiedzką. Zawsze kiedy zbliżamy się na plac budowy naszego domku, natychmiast uruchamia się mój instynkt przetrwania, każąc mi zachować wzmożoną czujność. Rzucający z za płotu "mięsem" sąsiedzi to najłagodniejsza forma powitania, jak czeka nowych lokatorów takich jak my.
Ostatnio czuję się jak statystyczna polka: stara, zmęczona i pozbawiona radości życia. Swoją drogą nadeszła piękna i ciepła wiosna, człowiek powinien korzystać z możliwości sportu i wygrzewania się na świeżym powietrzu. Ktoś jednak tam na górze stwierdził, że kobietą w ciąży jest zbyt lekko przez te 9 miesięcy i postanowił uraczyć je zastojami wodnymi i obrzękami. Co to ma być, do cholery, że zawsze jak wyjdę na zewnątrz gdy świeci słońce a temperatura przekracza 20 st C zamieniam się w pocącą i sapiącą kulkę wody. Ciężko mi nawet przejść się dookoła bloku na spacer z psami. Dodatkową przeszkodą, którą coraz trudniej jest mi pokonać jest chroniczny brak butów. Nie jest to jednak spowodowane ich brakiem w mojej szafie. Powodem jest obrzęk stóp, sprawiający, że mój rozmiar 36 zamienia się czasami w 38-39. W chwilach najgorszego kryzysu zaczynam sobie przypominać zalecenia od Pani położnej " prawidłowe oddychanie rozrzedza limfę i zapobiega tworzeniu się złogów tłuszczowych"...ta...tylko oddychaj tu kobieto normalnie kiedy musisz dźwigać przed sobą piłkę plażową przyklejoną do brzucha, ważącą 3 kg i radośnie kpiącą ciebie w żebra. Całe szczęście, że mam kochane koleżanki i Siostrę, które pełne radości dotrzymują mi towarzystwa w tym nieszczęściu, inaczej umarła bym ze zgryzoty. W nocy się nie wysypiam. Tkwię przed lustrem w łazience i przedpokoju sprawdzając czy przypadkiem mój brzuch nie staje się jeszcze większy lub nie zaczął opadać. Ku swojej rozpaczy cały czas starczy do przodu. Leżeć też za dużo nie mogę bo już w każdej pozycji jest mi nie wygodnie. Jedyną opcją jest spanie na stojąco czego jeszcze niestety nie udało mi się opanować. Matko jeszcze 3 tygodnie do końca...który będzie bardzo bolesny i krwawy...sama radość...tylko zachodzić w ciążę...
niedziela, 10 marca 2013
Trochę muzyki którą uwielbiam
Postanowiłam przesłać troszkę mojej muzyki, może kogoś zainteresuje :D Dzisiaj trochę lirycznie...jakoś takoś mam melancholijny klimat...
http://www.youtube.com/watch?v=kYedwKLI4Ls
http://www.youtube.com/watch?v=rYEDA3JcQqw
http://www.youtube.com/watch?v=2wmaUw_I33g
http://www.youtube.com/watch?v=kYedwKLI4Ls
http://www.youtube.com/watch?v=rYEDA3JcQqw
http://www.youtube.com/watch?v=2wmaUw_I33g
Ostatnio...taniec...cheer :D
Witam,
Dawno nie pisałam. Niestety spowodowane jest to brakiem czasu jak zawsze ;). To nie tylko zwykłe tłumaczenie, ale znowu zaczął się sezon zawodów tanecznych. Mam sporą grupkę uczniów, jestem za nich odpowiedzialna. Cały czas siedzę zawalona płytami, strojami, kartami zgłoszeniowymi itp ;D Mam nadzieję, że moje starania przyniosą efekty. Czeka mnie trening asertywności przed kolejnymi walkami z sędziami. Tym razem muszę być twarda i nieustępliwa przy ocenach :D
Dawno nie pisałam. Niestety spowodowane jest to brakiem czasu jak zawsze ;). To nie tylko zwykłe tłumaczenie, ale znowu zaczął się sezon zawodów tanecznych. Mam sporą grupkę uczniów, jestem za nich odpowiedzialna. Cały czas siedzę zawalona płytami, strojami, kartami zgłoszeniowymi itp ;D Mam nadzieję, że moje starania przyniosą efekty. Czeka mnie trening asertywności przed kolejnymi walkami z sędziami. Tym razem muszę być twarda i nieustępliwa przy ocenach :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)















.jpg)


