Jestem przerażona planem na najbliższy czas...Mam rodzony wstręt do wszelkiego co niewiadome. Po prostu nie znoszę kiedy nie mam kontroli. Wiem to chore, przecież to takie "ekscytujące" kiedy nie masz pojęcia co za chwilkę się zdarzy i wszystko może cię zaskoczyć. Chyba nie obejdzie się bez popijania uspokajającej herbatki. Dlaczego zaczęłam panikować? Ponieważ godzina 0 naprawę się zbliża...AAA... Dzisiaj byłam u położnej, która z radością stwierdziła, że na pewno nie dotrwam w tym stanie do wyznaczonego terminu. Wiem histeryzuję, wkręcam sobie, że nie poradzę sobie w nowej sytuacji i nie dam rady. Ze wszystkich sił staram się uspokoić i zająć się czymś co odwróci uwagę od nadchodzącej wizyty w szpitalu.Ale kiedy już zaczynam się uspokajać dostaję radosny telefon od rodzinki. Zamiast usłyszeć słowo "hallo" lub "cześć" pada pytanie "Zaczęłaś już w końcu rodzić??". Natomiast kiedy ja dzwonię w jakiejś sprawie w panice krzyczą "to już"!!!... I jak tu ich nie kochać. Już od jakiegoś czasu przestałam się o to obrażać. Oni nie robią tego celowo. Mają dosyć tego, że jęczę i marudzę. Ostatnio pogarda dla ludzkości wychodzi ze mnie bezwiednie. Po prostu mimo woli. Staram się z tym walczyć. Osobą, która najbardziej obrywa jest biedny Pan X, chociaż dzisiaj oberwało się mojemu tacie. Czasami Pan X nabiera odwagi i delikatnie próbuje się odgryźć mówiąc, że zachowuję się jak obozowy kapo przed okresem. Ale co ja poradzę, że wpadam w popłoch, gdy wyobrażam sobie skomplikowaną operację transportowania "małego czołgusia" (pieszczotliwe określenie wymyślone przez mojego ukochanego) do szpitala. Zaczynam wtedy gorączkowo przetrząsać moją szpitalną walizkę i sprawdzać wszystko z listą. Najczęściej jednak jest bardzo wyrozumiały i spokojnie wysłuchuje moich jęków. Co ciekawe przed ciążą nie byłam tak niezorganizowana i rozhisteryzowana. Masz ci los! A jak już mi tak zostanie...Mam nadzieję, że po "wielkim pęknięciu" krew znowu znajdzie drogę do mojego mózgu i zacznę racjonalnie myśleć. Gdzieś głęboko na dnie serca tli się we mnie nadzieja, że pomimo moich aktualnych ułomności wszystko wróci do normy :). Targana huśtawką nastrojów, w chwilach powrotu do rzeczywistości tak na prawdę już nie mogę się doczekać kiedy godzina "zero" nastąpi. To już 38 tydzień..:D
A tu link do muzyczki jaką udało mi się znaleźć dzięki mojej ukochanej blogerce
MichellePhan :
I parę zdjęć:
Prezent od mojej Siostry, Madzi i Luizy :) Cudownie...uwielbiam te bransoletki :) Ogromnie dziękuję :D
Wersja bez okularów ;D
I...w okularach. Sami stwierdźcie, która lepsza :D
Moja kochana COCO... Śpioch...nawet do toalety za mną chodzi jakoś mnie mogę jej tego oduczyć...mieszanka Yorka z Hawańczykiem
Hehe...radosny hipster w McDonaldzie, nie mogłam się powstrzymać. Bo albo ma zapalenie spojówek albo ja już dawno przestałam rozumieć o co chodzi w byciu "na czasie" ;)
Kochana grupa Cheerleaders Pasja Gdańsk ;D starsza grupa :D Uwielbiam je... Jesteście niesamowite :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz