poniedziałek, 20 maja 2013

Zrobiona w balona i uwięziona w domu..."Be happy and smile"




Od dłuższego czasu nie miałam chwilki na napisanie zwykłego posta. A to dlatego, że z moim kochanym Panem X kupiliśmy mieszkanie :D.  Od ponad 3 miesięcy pochłonęły nas urzędy, sklepy ze sprzętem budowlanym, wykończeniem i walka z nowymi sąsiadami...he...mniejsza z tym. Postanowiłam nie wnikać w temat sąsiedzkiej przyjaźni. Jak to się mówi..."każdy ma swojego sąsiada".
Z radością i pełni entuzjazmu zabraliśmy się do projektu pt. " Kupujemy dom". Początkowo sądziłam, że najtrudniejszą częściom będzie znalezienie domu. W ciągu paru dni spędzaliśmy każdą wolną chwilę na spotkania z deweloperami i przedstawicielami od nieruchomości. Całe szczęście, że jeszcze nie było gorąco więc w samochodzie bez klimatyzacji dało się jakoś wytrzymać. Jedyny problem stanowił wszechobecny śnieg, który skutecznie utrudniał poruszanie się po off-road'owych wertepach polskich dróg. Co ciekawsze wybraliśmy dom na wsi...Szczerze nigdy bym nie pomyślała, że kiedykolwiek będę mieszkać na wsi. Powodem takiej decyzji były oczywiste względy finansowe. Okazało się, że nieruchomości oddalone od mojego kochanego 3 City o nie całe 7 min jazdy samochodem są prawie 40 % tańsze niż te położone w tzw. mieście. Dodatkowym walorem był brak sąsiadów w postaci mew i różnorakiego ptactwa szalejącego nad resztkami z miejskiego wysypiska. Z powodu braku miejsca w centrum, ktoś genialny stwierdził, że nowe osiedla mieszkaniowe będą cudownie wyglądać w towarzystwie zwalistych gór śmieci...Same osiedla był nawet ładne jednak gdy spoglądało się przez okno w kuchni widziało się czapy śniegowe uformowane na hałdach Gdańskich odpadków. Pół biedy gdy jest zimno, to da się jeszcze tam wytrzymać. Jednak gdy nadchodzi słońce i cieplejsze temperatury cudowna perfuma rozkładających się odpadków staje się wszechobecna. Nie da się jej pozbyć w żaden sposób. Zainwestowaliśmy więc nasze oszczędności w  mieszkanko z ogrodem w uroczej mieścinie. Tak to więc, jesteśmy na etapie remontowania, przebudowy i radzenia sobie z upierdliwością sąsiedzką. Zawsze kiedy zbliżamy się na plac budowy naszego domku, natychmiast uruchamia się mój instynkt przetrwania, każąc mi zachować wzmożoną czujność. Rzucający z za płotu "mięsem" sąsiedzi to najłagodniejsza forma powitania, jak czeka nowych lokatorów takich jak my. 

Ostatnio czuję się jak statystyczna polka: stara, zmęczona i pozbawiona radości życia. Swoją drogą nadeszła piękna i ciepła wiosna, człowiek powinien korzystać z możliwości sportu i wygrzewania się na świeżym powietrzu. Ktoś jednak tam na górze stwierdził, że kobietą w ciąży jest zbyt lekko przez te 9 miesięcy i postanowił uraczyć je zastojami wodnymi i obrzękami. Co to ma być, do cholery, że zawsze jak wyjdę na zewnątrz gdy świeci słońce a temperatura przekracza 20 st C zamieniam się w pocącą i sapiącą kulkę wody. Ciężko mi nawet przejść się dookoła bloku na spacer z psami. Dodatkową przeszkodą, którą coraz trudniej jest mi pokonać jest chroniczny brak butów. Nie jest to jednak spowodowane ich brakiem w mojej szafie. Powodem jest obrzęk stóp, sprawiający, że mój rozmiar 36 zamienia się czasami w 38-39. W chwilach najgorszego kryzysu zaczynam sobie przypominać zalecenia od Pani położnej " prawidłowe oddychanie rozrzedza limfę i zapobiega tworzeniu się złogów tłuszczowych"...ta...tylko oddychaj tu kobieto normalnie kiedy musisz dźwigać przed sobą piłkę plażową przyklejoną do brzucha, ważącą 3 kg i radośnie kpiącą ciebie w żebra. Całe szczęście, że mam kochane koleżanki i Siostrę, które pełne radości dotrzymują mi towarzystwa w tym nieszczęściu, inaczej  umarła bym ze zgryzoty. W nocy się nie wysypiam.  Tkwię przed lustrem w łazience i przedpokoju sprawdzając czy przypadkiem mój brzuch nie staje się jeszcze większy lub nie zaczął opadać. Ku swojej rozpaczy cały czas starczy do przodu. Leżeć też za dużo nie mogę bo już w każdej pozycji jest mi nie wygodnie. Jedyną opcją jest spanie na stojąco czego jeszcze niestety nie udało mi się opanować. Matko jeszcze 3 tygodnie do końca...który będzie bardzo bolesny i krwawy...sama radość...tylko zachodzić w ciążę...

1 komentarz: