poniedziałek, 20 lipca 2015

Słodko-Gorzko o byciu Mamą...


Długo zastanawiałam się nad napisaniem poniższego tekstu. 


Jakiś czas temu bezdzietna znajoma zapytała się mnie jak  jednym słowem opisała bym macierzyństwo. Razem z mężem zastanawiają się nad posiadaniem własnego potomstwa. Mają wątpliwości i postanowili przeprowadzić wywiad. Chwilę zastanowiłam się nad odpowiedzią. Powinnam rzetelnie odpowiedzieć, w końcu mam jednego dwulatka przy nodze a nienarodzone dziecię w brzuchu.

"Słodko-Gorzko"

Jedno słowo...w sumie dwa. To najbardziej trafne stwierdzenie jakim określiła bym macierzyństwo.
Możecie się ze mną nie zgadzać, krytykować i uważać za patologiczną matkę. Takie jest moje zdanie. Każdy kto twierdzi, że posiadanie dzieci jest niczym "raj na ziemi" albo sam ich nie ma albo ma stado niań na podorędziu. Nie zrozumcie mnie źle. Kocham swoje Maluchy ponad życie i bez namysłu skoczyła bym za nie w ogień. Są jednak rzeczy, których nigdy...ale to nigdy nie będę lubić w byciu mamą.

 Oto pierwsza czwórka:

1. "Bród to zdrowie, każde dziecko ci to powie"

Nie nawiedzę być ufajdana...kaszką...zupą...błotem...wydzielinami mojego dziecka. Przykro mi, ale nie i koniec!!! Nie jestem osobą, która z radością przyjmie na twarz koleją łyżkę papki lub strzał z butelki. W ciągu dnia przebieram się milion razy, ale brudna chodzić nie będę.

2. "O jaka słodka kupa..." lub "a może chcesz kupę"

Szczytem mojej niechęci do macierzyństwa jest zmienianie pieluch i opróżnianie nocnika. Pół biedy jeśli jestem bez prezentu. Kiedy jednak dochodzi do konieczności przebrania "paczki z niespodzianką" robi mi się nie dobrze. Odruch wymiotny opanowałam już dawno, więc cała procedura odbywa się całkiem sprawnie. Aktualnie Klucha jest na etapie nocnika. Do wszystkich zachwyconych kupą własnego dziecka...czy naprawdę nie przeszkadza wam konieczność mycia go po każdym prezencie? Nie mogę się do tego przyzwyczaić. Nie i koniec... to zawsze będzie najmniej ulubiona czynność wykonywana przy moich dzieciach.

3. "Mamo potrzymaj"

Kiedy wracamy z Bąblem ze sklepu włącza mu się system "mamo potrzymaj". 4 siatki z zakupami, torebka na ramieniu, szukanie kluczy do samochodu w torebce i ...magiczne słowa pt."Mamo ja już tego nie chcę". Moje najsłodsze maleństwo podaje mi wypluty cukierek lub wymięty wafelek po lodzie (dzisiejsza sytuacja). Ha...i bądź tu kobieto sprytna, w co teraz go zawinąć wypluwkę, kiedy pakujesz zakupy na tylne siedzenie. Trzeba być szybkim. W innym wypadku ów przedmiot zostanie wtarty w twoje ulubione spodnie lub trafi na tapicerkę samochodu.

4. "Kochanie spóźnię się...stoję w korku"

Nie każda sprawa dotyczy dziecka. Mężowie też nie ułatwiają sprawy. Nienawidzę chwili, gdy mój ukochany dzwoni 30 min przed moim wyjściem do pracy informując mnie, że się spóźni. W jednej chwili dopada mnie panika i narasta wściekłość. "Przecież muszę jakość zdążyć do pracy"o_O...!!! Ha...i rozpoczyna się maraton telefonicznych po wszystkich Ciociach w okolicy. Kochane ...Najukochańsze istoty na świecie...Ciocie Kluska, nie mam zielonego pojęcia co ja bym bez Was zrobiła. Uratowałyście sytuacje  niezliczoną ilość razy...Chwała wam za to. Bez was popadła bym w załamanie nerwowe. Ciocie i Babcie to bardzo ważne osoby w moim i Bąbla życiu. :)


Niezależnie ile spraw mnie denerwuje w roli "matki" to i tak warto. Niczego bym nie zmieniła, w końcu "co mnie nie zabije to mnie wzmocni". Sama chciałam mieć Maluchy, więc teraz trzeba przełknąć gorzkie chwile i udawać, że mnie to nie rusza. Dla tych małych istot naprawdę warto. Chwilowo jeszcze nie usłyszałam od Kluchy "nienawidzę cię"  lub "niszczysz mi życie", zdaję sobie jednak sprawę, że kiedyś ta chwila nadejdzie. Czasami kiedy klucha mnie po prostu wkurza, zaczynam myśleć o tym jak bardzo Ja muszę go denerwować. To wystarcza mi do opanowania nerwów i spokojnego podejścia do problemu.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz