niedziela, 19 kwietnia 2015

16/52



Tydzień samotności...
Czy to znaczy, że odpoczywałam i korzystałam. A guzik...prawda.
Praca...siłownia...obowiązki w domu... I nic... Chwili relaksu jak nie było tak nie ma. Sajgon w pracy, skutecznie odwracał uwagę od samotności. Wieczorami bywało ciężko. Porzucenie docisnęło  piętno na organizacji i sprzątaniu. Brak moich mężczyzn zaowocował stertą rzeczy do zmywania i prania. Zmywarkę włączałam raz na 2 dni, a wieczorami kładłam się szybko. Rano wstawałam niby wcześniej (bez przymusowego wstawania w nocy), to jednak moja poranna sesja Jogi zaliczyła przerwę. Pomimo ogromnych starań moich czworonogów, nie było z kim porozmawiać. Dotarło do mnie, że miałam naprawdę nudne, życie przed nadejściem Małego Prezesa. Mam wrażenie, że nie posiadając dziecka, nie zdawała bym sobie sprawy z mojego nieszczęścia. Dzięki bogom, moja pustelnia niedługo zacznie tętnić życiem. Jeszcze tylko 3-4 dni. Tym razem postaram się wykorzystać każdą chwilę. Postanowiłam zabić czas lekturą i fitnessem.

Tymczasem...

Siedzę na kanapie i staram się nie panikować. Pająk zasuwa przez środek dużego pokoju. Brrryy.... Przez myśl przemka mi wizja kapcia lecącego w stronę stworzenia z dużą ilością nóg. Jednak każde zwierzę jest ważne i wartościowe. Nawet te, których panicznie się boję i przyprawią mnie o dreszcze. W trudnych sytuacjach zawsze jestem sama w domu. Wygląda na to, że Pajączkowi spodobał się mój dywan. Nie zamierza się ruszyć nawet o centymetr. Czeka mnie noc na kanapie i to z kocem na głowie. Jeszcze mi do buzi wlezie. Pfu.... chyba maska będzie lepsza.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz