Tak wiem, posty o świętach pojawiły się już dawno dawno temu, jeszcze przed samymi świętami. Ja jak zawsze spóźniona, dokładam swój...:D
Dla dziecka człowiek nawet "wariata" będzie z siebie robił, żeby wywołać uśmiech. Dużo dystansu do siebie...i poczucie humoru...recepta na przetrwanie świąt z opaską Zajęczych uszu. Mały Prezes nie odpuścił nawet chwilki. Pomimo moich głośnych protestów był nieubłagany. Przy próbach pozbycia się ich przez zakopanie głęboko w walizce, po chwili materializowały się w małej rączce i wciskały się na głowę. Na noszenie dodatkowej pary uszy zostałam skazana na okres całych świąt. Ale czy nie było warto... Iskierki radości w oczach malucha pozwalały chociaż na chwilkę poczuć się wyjątkowo. Mam nadzieję, że wasze święta były równie magiczne i pełen radości...:D


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz