Proszę szanownej wycieczki - jesteśmy na miejscu!!! Dom "Kompletnie Roztargnionej Pani Domu"...Po prawej mijamy stary odkurzacz, który czasy świetności zakopał pod grubą warstwą kurzy. Dawno temu powinien znaleźć nowego właściciela, lecz niestety obecni opiekunowie są zbyt do niego przywiązani. Spoglądając w górę spotykamy kinkiet pozbawiony swojego podstawowego zadania -"jasne" światło utracił wraz wypaleniem się żarówki. Po jaką ch...re zamontowała go na wysokości 2,5 metra!!! Mam przecież 159 cm. Braku drabiny uniemożliwia mi wymianę żarówki, a brak miejsca do jej ulokowania utrudnia jej posiadanie. I takie to błędne koło. Kierując wzrok na parkiet i będąc bardzo cierpliwym spostrzeżemy "prawowitych właścicieli" tego małego królestwa. Dwa "zrośnięte" traumą kudłacze rasy York, galopujące brudnymi łapkami po świeżo umytych panelach. Ujadających na ble co i kogo... Konsekwencja w wychowaniu czworonogów sięgnęła dna i w dodatku nie zamierza się podnieść. Czytanie książek pt. "Jak zostać przywódcą stada" uświadamiają mi jedynie jak bardzo mam pokręcone zwierzaki. W całym tym majdanie tylko "dziada i baby" brak. A przepraszam są Ja i Pan X, a każde z nas dokłada do tego bałaganu swoje "trzy grosze". Ech...koniec tygodnia = po tygodniowe sprzątanie...A więc bierz kobieto ścierę i zasuwaj polerować podłogi i lustra. Soboto!!! Jak ja cię nie lubię...!!! Niedzielo!!! Przybywaj!!!
sobota, 18 października 2014
sobota, 11 października 2014
Little...małe kilka słów...:D
Długi czas nie miałam możliwości napisać czegoś bardziej sensownego. Codzienność zapewniała mi tyle atrakcji, że wystarczało mi jedynie sił na doczłapanie się do drzwi frontowych, ułożenie mojego Malucha do snu i padnięcia na twarz w przedpokoju. Wyjazdy...spotkania...treningi...ale przede wszystkim dbanie o Królika. Z najważniejszych news'ów: Po prawie 6 miesiącach udało się zwalczyć u Małego katar....wiii...Victory...!!!! Kosztowało mnie to tonę cierpliwości i jeszcze więcej zszarpanych nerwów przy inhalacjach ;). Kolejne kilogramy za mną...wszystko dzięki Piloxing'owi. Najlepszy trening świata. Na jednych zajęciach traci się 525 kcal!!!! Wychodzę mokra i zmęczona, ale również szczęśliwa. Boks, pilates i taniec w pigułce.
Mam dla was mały przegląd z moich ostatnich tygodni...Wyjazd do Warszawy, pierwszy wolny weekend od...chyba zawsze..., mój pierwszy biegi z psami, pierwsza plastyczna praca Bączka, długo wyczekiwana płyta "from USA" i oczywiście nowa pasja Bąbla...czyli auta :D
wtorek, 26 sierpnia 2014
Czkolada...czyli raj na ziemi...i Kryminalista
Ps.
Osobiście staram się ograniczać czekoladę i pyszności. Jak to bywa z moją słabą wolą wychodzi jak zawsze. Jestem czekoladowym narkomanem, który ukrywa słodkości przed Panem X. Najgorsze jest to, że Mój Czekoladowy Kryminalista, podkrada moje zapasy, sama nie wiem kiedy. Przykład: Siostra przywiozła mi z Belgii czekoladki w kształcie Myszki Miki. Pychota ponad wszelkie oczekiwania. Postanowiłam zachować je na czarną godzinę, tj. chandrę. Kiedy takowa nadeszła z radością i w podskokach dotarłam do mojej skrytki. Podnosząc wieczko już sobie wyobrażałam smak nadzienia. A tam...szok...z 24 pyszności pozostało 3 !!!!!!!!!!! What?! Jako to się stało? Odpowiedź jest jak zwykle jedna, Słodyczowy Przestępca był pierwszy...Zastanawia mnie tylko jedno!!! Jak i kiedy on to robi?! Podejrzewam, że zachodzi tu kompulsywne wcinanie czekoladek przez sen... Chyba nigdy się nie dowiem...Wygląda na to, że pozostanie to Jego słodką tajemnicą. A co tam...niech mu będzie słodko :D
środa, 20 sierpnia 2014
niedziela, 17 sierpnia 2014
sobota, 16 sierpnia 2014
Kosmetyczka i atak jądrowy...:D
Aloha!!!
Powrót do normalności...czyli Mały Potworek znowu na pokładzie. Naprawdę cieszę się, że wrócił. Czuję, że bez niego nie jestem sobą. Od początku ciąży, czuję że dostaję od niego więcej inspiracji do pracy i działania. Mam dużo więcej chęci do życia i samodoskonalenia.
Ale nie o tym chciałam mówić :D
Ostatnio dokonano na moim ciele paskudnego oszustwa i matactwa. Wybierając się do kosmetyczki, kobieta ufa ładnej Pani w białym kitlu, która uśmiecha się do niej i zabawia miłą rozmową. Cóż... prawda jest taka, że sama nie chodzę regularnie do salonów piękności. Po prostu nie mam czasu. Moje spa od 14 miesięcy ogranicza się do 2 wieczornych godzin w łazience, gdzie nikt nie ma prawa mi przeszkadzać. Relax razem z Pączkiem kończy się jego brakiem. W rezultacie nie mam stałej osoby, której swobodnie mogła bym zaufać w kwestii mojej urody. W dodatku, jeśli już znajdę czas na wypad do spa, to musi on być własnie w Tej Danej Chwili. Dlaczego?? Ponieważ, za moment "za spodnie ciągnie" mnie Bąbel i Pan X, dla których potrafię poświecić te małe Chwile Wolności. A więc, w chwili gdy spoglądam w kalendarz i widzę 2 godziny wolnego czasu na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Rozpoczynam więc poszukiwania kosmetyczki, która akurat w Tej Chwili ma czas na pomalowanie paznokci i nałożenie maseczki. Z reguły zawsze udaje mi się, znaleźć Miłą Panią z wolnym czasem, dla której jestem "zapchaj dziurą" w jej grafiku pomiędzy jej stałymi klientkami. Tym razem było podobnie... Salon piękny z wyglądu bardzo profesjonalny, pięknie ludzie, nawet osoba zamiatająca w koncie robiła wrażenie jak by dzień w dzień miała robioną maseczkę nawilżająco-wygładzającą. Szczęśliwa usiadłam na różowym, wygodnym krześle i poddałam się magii, którą Pani o pięknych rzęsach mi zaproponowała. Ogólnie nie lubię sztuczności, wolę tradycyjne malowanie paznokci niż jakieś żele czy tipsy. Pani zabierając się za moje dłonie była bardzo miła i profesjonalna. Zażyczyłam sobie tzw. hybrydy. Są prawie jak tradycyjny lakier tylko utrzymują się dłużej. Wybrałam sobie mój ulubiony kolor i wszystko było by super, gdyby nie fakt bólu gdy włożyłam ręce do lampy UV. Wzbudziło to moje podejrzenia, ale oczywiście jako dobra klientka nawet słowem się nie odezwałam. Dopiero po upływie 3 tygodni, kiedy nawet odprysku nie miałam a odrost pojawił się do połowy paznokcia poszłam do kosmetyczki ściągnąć lakier. Tym razem udało mi się do mojej ulubionej Kosmetyczki. Podczas prawie 2 godzinnego ściągania a raczej dłutowania tego czegoś na moich palcach. Moja wybawicielka stwierdziła, że zostałam oszukana i jej poprzedniczka nałożyła mi akryl albo żel. Moje lace wyglądaj teraz jak po wybuchu jądrowym i są pozbawione przynajmniej 2/3 warstwy. W dodatku muszę ja malować co dziennie specjalną odżywką, żeby ludzi nie straszyć. Więc nie dość, że musiałam słono zapłacić za uszkodzenie palców to teraz uskuteczniam, gonitwy za Małym Strusiem Pędziwiatrem, który dzień w dzień kradnie mi regenerujący specyfik. ;D
Aktualnie...mój Królewicz śpi, a Pan X spędza czas zarabiając pieniądze... Więc moje 2 godziny wolności się rozpoczęły ;D
czwartek, 7 sierpnia 2014
Tęsknota za Łobuzem...
No i stało się!!!
Moje Małe kochanie pojechało na parę dni do Dziaków na w wakacje. Pierwszy raz bez rodziców...a rodzice bez Kluska. Sama nie wiem kto bardzie przeżywa to chwilowe rozstanie. Co dziennie dostaję nowe zdjęcia i dzwonię co 2 godziny. Sądziłam, że będzie mi łatwiej i niczym wolne ptaki będziemy korzystać z "wolności". Guzik!!! Oboje leżymy odłogiem na dywanie rozmawiając o Bąblu, jak bardzo za nim tęsknimy, co trzeba zmienić, żeby był szczęśliwszy i co zrobić mu na obiad jak wróci. Na okrągło oglądam jego zdjęcia. W domu jest pusto i cicho...Naprawdę brakuje tego małego Rozrabiaki, który płacze, marudzi i śmieje się z najprostszych rzeczy. Smutno... Razem z Panem X doszliśmy do wniosku, że Pączek daje nam mnóstwo pozytywnej energii, a bez niego nasze życie jest puste. Pewnie zadajecie sobie pytanie dlaczego się tak katuję?? Mam teraz dość mocno burzliwy okres związany z różnego rodzaju urzędami i zmianami zawodowymi. Oczywiście na same pozytywy...ale wymaga to ode mnie skupienia się na papierkach, dokumentach i kolejkach. Kocham swojego Księcia, ale wiem, że męczył by się siedząc ze mną w dusznych korytarzach. Pomijam fakt, że dokumenty byłby pomięte i obślinione...;) Zamiast tego, Maluszek eksploruje morze i jeziora z Dziadkami...Jego uśmiechnięta buźka na zdjęcia poprawia mi humor i dodaje sił w walce z urzędami :D.
Kto by pomyślał, że będę tęsknic za jego płaczem i rozrabianiem. Czasami brakuje cierpliwości i chcę schować się w szafie, ale...bardzo bardzo chcę, żeby już wrócił :)...No dobrze, najpierw wyzdrowieję....Dopadła mnie grypa żołądkowa. Lepiej, wyleczę swoją niedyspozycję nie chcę, żeby mały od progu zachorował :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






.jpg)