Moje Małe kochanie pojechało na parę dni do Dziaków na w wakacje. Pierwszy raz bez rodziców...a rodzice bez Kluska. Sama nie wiem kto bardzie przeżywa to chwilowe rozstanie. Co dziennie dostaję nowe zdjęcia i dzwonię co 2 godziny. Sądziłam, że będzie mi łatwiej i niczym wolne ptaki będziemy korzystać z "wolności". Guzik!!! Oboje leżymy odłogiem na dywanie rozmawiając o Bąblu, jak bardzo za nim tęsknimy, co trzeba zmienić, żeby był szczęśliwszy i co zrobić mu na obiad jak wróci. Na okrągło oglądam jego zdjęcia. W domu jest pusto i cicho...Naprawdę brakuje tego małego Rozrabiaki, który płacze, marudzi i śmieje się z najprostszych rzeczy. Smutno... Razem z Panem X doszliśmy do wniosku, że Pączek daje nam mnóstwo pozytywnej energii, a bez niego nasze życie jest puste. Pewnie zadajecie sobie pytanie dlaczego się tak katuję?? Mam teraz dość mocno burzliwy okres związany z różnego rodzaju urzędami i zmianami zawodowymi. Oczywiście na same pozytywy...ale wymaga to ode mnie skupienia się na papierkach, dokumentach i kolejkach. Kocham swojego Księcia, ale wiem, że męczył by się siedząc ze mną w dusznych korytarzach. Pomijam fakt, że dokumenty byłby pomięte i obślinione...;) Zamiast tego, Maluszek eksploruje morze i jeziora z Dziadkami...Jego uśmiechnięta buźka na zdjęcia poprawia mi humor i dodaje sił w walce z urzędami :D.
Kto by pomyślał, że będę tęsknic za jego płaczem i rozrabianiem. Czasami brakuje cierpliwości i chcę schować się w szafie, ale...bardzo bardzo chcę, żeby już wrócił :)...No dobrze, najpierw wyzdrowieję....Dopadła mnie grypa żołądkowa. Lepiej, wyleczę swoją niedyspozycję nie chcę, żeby mały od progu zachorował :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz