Boże ja się chyba zabiję! Znowu zaczęło się robić upalnie. Dzisiaj już dwa razy musiałam sobie robić chłodzącą kąpiel. Najwidoczniej ktoś tam na górze mnie nie lubi. Swoim stopom musiałam poświęcić szczególnie dużo uwagi i miłości. Spuchły mi tak bardzo, że nie mogłam zginać palców. Po paru zabiegach jednak udało się doprowadzić je do porządku. Z dwojga złego lepiej już jak jest tu upalnie, niż deszczowo. Gdy słyszę co się dzieje w Czechach i Niemczech, jak ich tam zalewa to stwierdzam, że już lepiej zainwestować w wentylator niż w łódkę. Tym bardziej, że chwilowo mieszkam na parterze, a nawet w dole. Do chodnika są jakieś dwa metry skarpy. Kiedy pada cała woda spływa do mojego 4-metrowego ogródka tworząc bagno. Musiałam jednak znowu zainwestować w nowe buty...nie żebym narzekała ;). Ale stopa urosła mi do rozmiaru 39. Powoli zaczynam przypominać Hobbita. Wzrost 159 cm i stopa nr 39 wygląda dość zabawnie. Cały dzień mam ochotę na słodycze...moja zachcianka zaowocowała upolowaniem pysznej truskawkowej tarty. Niebo w gębie...!!! Dodatkowo moja psiapsióła zabrała mnie do magicznej ciastkarni. "Fajne Baby" to zaczarowane miejsce gdzie, można obejrzeć, zakupić i spróbować babeczek jakie ci tylko przyjdą do głowy. Urocza kafejka znajduje się w starej kamienicy, w samym centrum starego miasta w Gdańsku. Dzisiaj trafiłam tam już po największej sprzedaży, wiec wybór był trochę ograniczony jednak naprawdę warto polecić to miejsce wszystkim fanom słodyczy :D Poniżej przesyłam linki do ich strony internetowej i parę zdjęć ;) http://www.facebook.com/FajneBaby http://www.fajnebaby.pl/
Jak widać...trzeba się spieszyć, żeby zdobyć najlepsze "kąski". Tylko się cieszyć, że jest tylu amatorów takich fantazyjnych słodkości :D
Upolowane przeze mnie. Śledząc od lewej z góry grejfrutowa, marchwekowa, czekoladowa i truskawkowa :D Mniam....Na miejscu udało mi się jeszcze zjeść czekoladowo-cynamonową :D
Dziewczyny szczęśliwe i zasłodzone :D
Sama się napchałam tak, że wyglądam jak pączek ;)
Pyszna truskawkowa tarta i kolejna wersja napoju, na którego punkcie mam świra ;)
Truskawki były naprawdę świrze :D Cudo...
Niemogłam się powstrzymać...Coco i Największy Śpioch Świata :)
Cały dzień spędzony na budowie...ale już nie daleko do końca. Mam nadzieję, że wy odpoczywaliście dzisiaj. :)
Trochę muzyczki na początek...Już nie mogę się doczekać kiedy znowu będę mogła tańczyć. Zakochałam się w tym kultowym kawałku. Dzisiaj parę fotek z dnia...inspiracji i zakupowego polowania...
Wiem, że nie każdemu się to podoba ale ja uwielbiam kokardy...noszę je głównie przy wysokich upięciach... tu mamy 3, które wzbogaciły moją kolekcję :D
O tak...to jeden z moich ulubionych zakupów...Pomadka marki Guerlain...szczerze i z pełną odpowiedzialnością mogę ją wszystkim polecić. Kolory są dobrane w idealnych tonacjach dla każdego, trwałość bez zarzutu (naprawdę długo u mnie ok 6 godz. bez poprawiania), genialnie nawilża i podkreśla usta. Doskonale się rozprowadza :) Ja zdecydowałam się na lekko brązowy kolor, który wspaniale komponuje się z moją karnacją. Praktycznie się z nią nie rozstaję. Dodatkowym bajerem jest rozkładane lusterko z górnej zatyczki.
:)
Genialna baza dla podniszczonych paznokci. Osobiście szukałam czegoś co wyrównało by płytkę paznokcia po akrylowych tipsach (jak wiadomo z reguły wygada się jak by ktoś potraktował paznokcie szlifierką budowlaną). Natrafiłam na takie cudo Sally Hansen "Salon Manicure Base Coat". Po nałożeniu jednej warstwy różnica była bardzo widoczna. Znakomicie wyrównuje płytkę i spokojnie można nałożyć właściwy lakier...dodatkowym atutem jest szybkie wysychanie.
Coś bez czego nie mogę się obejść przy malowaniu paznokci, czyli przyspieszacz wysychania. Jestem straszną wiercipiętą więc często niszczę połowę pomalowanych paznokci w 5 min po nałożeniu lakieru. Z reguły używałam przyspieszacza z Inglota, lecz tym razem postawiłam na coś nowego Sally Hansen Salon Manicure Dry & Go Droops. Również się nie zawiodłam, powiem nawet, że szybciej działa i bardzo dobrze nabłyszcza paznokcie.
Uwielbiam kremy BB...przez długi czas urzywałam BB Under Twenty Anti! ACNE. Wart plecenia, choć słabo się wchłania i trzeba nauczyć się go porządnie rozprwadzać. Tym razem postanowiłam zaryzykować z nowściami...Wybrałam kremy BB z firmy Astor i Manhattan. Po przetestowaniu napewno podzielę się z wami moimi spostrzeżeniami ;).
A tu takie "coś" do zakrycia gumki przy włosach. Od dłuższego czasu zastanawiałam się nad sensem noszenia takiego "czegoś". Miałam mieszane uczucia...swoją nakładkę z gumką zakupiłam w New Look i raczej jestem zadowolona, chociaż wiem już, że co dziennie nie będę jej nosić ;)
Kolejna pomadka tym razem z firmy B.... Każda kobieta powinna posiadać czerwoną pomadkę w swojej kolekcji. Ja zdecydowałam się na głębszą czerwień i jestem bardzo zadowolona. Pomadka doskonale się rozprowadza i utrzymuje. Co do nawilżania ust to niestety ustępuję miejsca pierwszej pomadce, którą dzisiaj opisałam. Mimo to również warta polecenia...kocham ten kolor ;)
Tym razem postawiłam na róż...jeszcze w mojej kolekcji nie znalazły się torebki w tym odcieniu. Z reguły wybieram raczej stonowane odcienie. Jednak tym razem "różowy rządzi". Pierwsza od prawej Orsay, Druga New Look.
Zmęczeniu po całodziennym pobycie na budowie domku... i składaniu mebli kuchennych. Sama ogarniczyłam się do siedzenia na krześle i pokazywania palcem "co gdzie i jak ma być ustawione". Cała ciężka praca spadła na mojego kochanego Pana X. Efekt współpracy przerósł moje oczekiwania :D
Mała sesja stworzona przez chwilową zabawę aparatem Pana X ;)
Zdjęcia z ręką za głową..."so i'm a model" ;)
Prezencik od miśka na zakończenia dnia...ulubiony deser plus świeżo wyciskany sok z malin i jabłek z nutką mięty :D
Chyba wszyscy znają tą parę...tak dzisiaj czas na powtórkę z serialem "Gossip Girl"...Made My Day :D
O tak...dzisiaj spędziłam czas tak jak najbardziej ostatnio lubię :D Czyli...zakupy...!!! Wiem, że przed wczoraj wyszłam ze szpitala, ale niestety jak się urządza dom to zawsze jest mnóstwo spraw do załatwienia. Co prawda można by kogoś wynająć od dekorowania wnętrza. Jednak po obejrzeniu mieszkania byłego chłopaka mojej Siostry, nic nie zastąpi własnych pomysłów i decyzji. Po prostu połowa z rzeczy wybranych przez architekta wnętrz okazała się po prostu mało praktyczna i nie trwała. Na przykład po 3 miesiącach użytkowania prawie wszystkie designer'skie klamki od drzwi odpadły. Przy okazji okazało się, że każda kosztowała po 1000 zł i takich w 3 City nie ma. Sama oczywiście chciałam też mieć coś super, ale dzięki bogom mój Pan X powstrzymał mnie przed zakupieniem zlewu całego ze szkła i podświetlanego od środka. Cudo... nawet nie potrzeba by było dodatkowego oświetlenia w łazience...taa...jego mina wyrażała jednak pewne obawy. Zadał mi tylko jedno pytanie..."a jak wymienimy w nim świetlówki jak się zepsują??" . To przekonało mnie, że wywalanie na zlew 3000 zł nie ma sensu, nawet nie umiałam bym go naprawić...a co by było jak by się zapchał?! Sądzę, że zwykły hydraulik by tu nie wystarczył. Nawiązując tu do popsutych rur i sprzętu AGD...w nocy lało tak strasznie, że ku mojej porannej radości wybił mi kibelek pozostawiając zawartość osiedlowych rur na mojej dopiero co umytej podłodze. Wchodząc do łazienki podskoczyłam jak oparzona potrącając gołą stopą coś co kiedyś musiało być hamburgerem. Pięknie! Człowiek sobie rano wstaje mażąc o porannym prysznicu, a tu spotyka DNA twoich sąsiadów na własnej terakocie ;]. To jak szybko do siebie doszłam o godzinie 6 rano należało by wpisać do księgi rekordów. Zmuszona od zaprzepaszczenia swojego dobrego humoru i imienia powoli usunęłam fekalia. W połowie to już nie była misja sprzątająca lecz ratunkowa. Dzięki bogom za domestos...mam nadzieję, że zabił wszystkie pozostałości całego osiedla. Poniosłam jednak pewne straty, odpadł mi akrylowy paznokieć. Najwidoczniej środki czyszczące również działają na manicure. Poza rozdziewiczoną łazienką, moja zmywarka również oberwała przez ulewę. Postanowiła się zepsuć, wybierając akurat rodzinny zjazd za najodpowiedniejszy moment. Dzięki temu zmywając naczynia po całej rodzinie odpadł mi drugi paznokieć. Okazało się, że akryl również nie jest odporny na płyn do zmywania. Ech...Po po pokonaniu przeszkód sanitarnych, razem z moją Mamą i siostrą udałyśmy się na poszukiwania żyrandoli i wszelkiego rodzaju żarówek. Matko...człowiek sobie nie zdaje sprawy z ilości rodzajów żarówek. W jednym ze znanych budowlanych sklepów był aż wie alejki wielkości małego boiska. Dobrze, że mój brzuch jest już widoczny...dzięki temu pomocni pracownic pojawiali się jak z pod ziemi. Nie obyło się jednak bez zgrzytów. Prawie 3 godziny szukałam, czegoś co pasowało by do salonu. Oczywiście, jak to bywa kiedy czegoś bardzo potrzebujesz, nic ci się nie podoba... Znalazłam kompletnie nic co by mi się podobało. Zdegustowana ruszyłam do kasy z tym co udało się upolować. Przy kasie jednak, pozytywne nastawienie do ciężarówek znikło. Gruba kobieta siedząca za ladą stwierdziła, że poruszam się za wolno i cytuję "skaranie boskie z tymi brzuchatymi". Ja doskonale rozumiem, że nie jest torpedą w ruchu ulicznym, ale kobieta mogła by sobie darować takie uwagi. Zrobiło mi się przykro i jak to bywa z moimi hormonami fala bezsilnej furii i upokorzenia zalała mi oczy, kasjerka tylko przewróciła oczami bąkając coś pod nosem. Moją mamę musiała trzymać siostra, żeby kobiecie oczu nie wydrapać. Przy pomocy moich towarzyszek zbierałam swoje graty, starając się zachować ludzką godność, tak bezpośrednio zbrukaną przez podrzędny personel sklepu budowlanego. Na poprawę humoru całą ekipą pojechałyśmy na zakupy :). Okazuje się, że widok butów i torebek rozluźnił mnie dostatecznie. Moja kochana mama zaproponowała mi rekompensatę za utraty moralne w postaci nowej torebki i ozdób do włosów. Cuda...naprawę śliczne prezenty :D. W końcu będę musiała znaleźć czas, żeby wrzucić fotki z moich ostatnich wojaży. :D Tak oto spędziłam dzień ;) od samego rana pełen wrażeń, aż do teraz. Czyli spokojnego sączenia bezalkoholowego napoju i zajadaniu się ciasteczkami. W końcu dzisiaj Dzień Dziecka :D...:D
Mała fotorelacja z dzisiejszego dnia :D
radosna mina po porannym sprzątaniu ;)
Napój, który znalazłam w sklepie dla poprawy humoru po traumie w sklepie budowlanym
Naprawę pyszny :D
Sesja w sklepie...a co...ja też mogę :D
Dzisiejsze upolowane inspiracje :D
Pyszne deserki :D Ostatnio ja i mały Pączek zajadamy się sorbetami truskawkowymi