Przeglądając dzisiaj internet znalazłam poniższy obrazek:
Pochodzi z jednego z moich ulubionych portali http://zszywka.pl/ znajdziecie tam wiele inspiracji związanych z modą, kulinariami, urodą i wszystkim czego tylko dusza zapragnie. Natrafiłam na niego przez przypadek i do razu mnie zafascynował.
Gdy patrzę na to zdjęcie nasuwają mi się tylko dwie myśli:
1. Dlaczego ja nie umiem robić takich zdjęć?!
2. Życie bywa nieprzewidywalne, ale każdy podąża drogą którą sam sobie wybrał.
Rozwiązanie pierwszego problemu jest dość banalne. Po pierwsze nie mam roweru, chociaż umiem jeździć na dwóch kółkach. Jednak stan moje portfela nie pozwala mi na zakupienie takiego luksusowego sprzętu. Z moich obserwacji wynika, że rower posiadają przede wszystkim osoby z dużym budżetem. Koniecznością jest również posiadanie miejsca do przechowywania, żeby przypadkiem żaden podejrzany osobnik nie zajumał nam go z przed nosa. Druga sprawa to brak umiejętność robienia zdjęć. Taka prawda, że nawet moja rodzina stwierdziła, że lepiej nie dawać mi aparatu na imprezach rodzinnych, bo później nie ma za bardzo czego oglądać. No chyba, że interesują was kostki ciotek lub parkiet czy jakiś dywan. Często na pierwszym planie pojawiają się również moje place. A jeśli już uda mi się zrobić jakieś zdjęcie w bardziej zamierzonym celu to okazuje się kompletnie bezużyteczne. Kolejną sprawą jest to, że raczej nie przyszło by mi do głowy jeżdżenie z aparatem rowerem po polnych drogach. A już na pewno nie o świcie. Tak więc z radością oddaję się przyjemności podziwiania pracy innych osób, oczywiście bardziej kompetentnych i utalentowanych.
Do mojego drugiego stwierdzenia świetnie się nadaje cytat, który znalazłam na jednym z bardziej popularnych portali z cytatami.
"Życie podobne jest do drogi pełnej zakrętów. Widzimy tylko odcinek do kolejnego zakrętu." Kner Anton
Tak...wiem poszłam na łatwiznę szukając cytatów w internecie. Przepraszam, że nie szperałam w wielkich tomiskach pośród zakurzonych bibliotecznych półek. Jednak jak to się mówi "wszystko jest dla ludzi", a poza tym mam alergię na kusz. Z resztą niech podniesie rękę ten kto nie ściągał prac domowych czy prezentacji lub innych informacji z neta. No właśnie...tak też myślałam. Nie ważne jest jednak jak do tego dotarłam. Ważne, że jest. Tak czy owak takie górnolotne myśli nachodzą mnie dość rzadko. Ale czasami jest tak, że jak coś się ciebie uczepi to już siedzi ci w głowie i nie chce sobie pójść. Tak jak piosenka, którą przez przypadek usłyszysz w autobusie i przez najbliższy miesiąc nucisz ją pod nosem robiąc zakupy lub biorąc prysznic. Jest jak komar, który w nocą gnębi swoim cienkim "zzzzz" podlatując do twojego ucha. Budząc i zmuszając do snu w pełnej gotowości, żeby machnąć ręką zanim ukąsi nas w czoło Zdecydowanie każdy z nas przeżywał tego typu katusze. Tak właśnie miałam dzisiaj z tym zdjęciem. Zaczęły nachodzić mnie refleksje na temat ciągu zdarzeń przyczynowo -skutkowych mojego życia. Pojawiło się pytanie "co tak naprawdę doprowadziło mnie do momentu w którym się znajduję". Odpowiedź przyszła tak samo szybko..."wszystko". Każdy ruch na szachownic mojego losu doprowadził mnie do tego co teraz osiągnęłam i będzie wpływać na dalsze wybory jakich dokonam. W pewnej mądrej książce, którą aktualnie czytam. Bardzo mądry człowiek prowadzi rozważanie z jeszcze bardziej inteligentną i doświadczoną sobą. Poruszają tematy przemocy, uprzedzeń, nieszczęścia i konfliktów między ludzkich, ale głównym celem książki jest znalezienie złotego środka na szczęśliwe życie. Spokojnie nie jest to "arcydzieło" z cyklu poradników czy wskazówek od genialnych pseudo psychologów na przetrwanie czasu danego nam na ziemi. W każdym bądź razie idąc tokiem myślenia autorów, można zauważyć pewną prawidłowość. Człowiek sam stwarza sytuacje konfliktowe i utrudnia sobie życie. Większość osób, które miałam zaszczyt poznać na mojej krótkiej drodze uwielbia wszystko komplikować. Nie będę ukrywać sama często doszukuję się problemów tam gdzie ich nie ma albo jak mi nudno to sama szukam kłopotów. Tylko po co?! Wynika to chyba z natury człowieka i tego, że jestem kobietą. Drogie Panie, trzeba tu otwarcie stwierdzić, że tylko my potrafimy doszukać się drugiego a nawet i dziesiątego dna w rozmowach. Ktoś mi kiedyś powiedział, że w życiu liczy się tylko dany moment. Lepiej nie zastanawiać się o jutrem, żyć tylko tym co dzieje się w danej chwili. Z jednej strony jest to bardzo proste rozwiązanie, które wiele ułatwia. Podobno człowiek czuje wtedy ulgę "Jeśli jest dobrze teraz to jest dobrze" - tekst mojego znajomego. Szczerze trochę mu zazdroszczę. Ponieważ, on jadąc rowerem drogą swojego losu rzeczywiści widzi tylko "kolejny zakręt". Ja natomiast staram się za wszelką cenę wychylić się jeszcze przed kierownicę i spojrzeć jak najdalej się da. Często kończy się więc to wywrotką lub przerażeniem z powodu tego co może mnie czekać. Uwielbiam jednak mieć wszystko zaplanowane i nie lubię niespodzianek. No chyba, że sama sobie ją wcześniej zaplanuję ;). Lubię mieć plan awaryjny na różne sytuacje daje mi to poczucie bezpieczeństwa i pomaga przygotować się na następny zakręt.
Wybaczcie, że dzisiaj takie dzikie przemyślenia publikuję. Musiałam jednak się ich pozbyć z głowy. Inaczej gnębiły by mnie jak ten wredny komar w nocy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz